Następne kilka dni spędziłam tylko i wyłącznie z Łukaszem. Nic nie palił, nie miał kiedy. Ciągle był ze mną. Albo siedzieliśmy u mnie albo u niego albo gdzieś na dole. Razem chodziliśmy na posiłki. Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku...
Dzisiaj idziemy grać w tenisa z Izką no i wkręciłam Łukasza.
- Liiiiiiiidia!! - usłyszałam krzyk z korytarza. Wyleciałam na korytarz.
- Co jest? - spytałam na widok Izki która stała na przeciwko drzwi od naszego pokoju.
- Patrz na nasze drzwi... - mówiła przerażona.
Spojrzałam a tam... Ogromny pająk. Odsunęłam się do Izy. Pająk był czarny i siedział na naszej klamce. Wystraszyłam się i automatycznie pisnęłam z całej siły, aż zabolało mnie gardło. Minęła tylko chwilka a na korytarzu już pojawili się Michał i Łukasz.
Patrzyli na nas pytająco a Izka wskazała na pająka. Chłopaki głupio się uśmiechnęli i Michał strącił pająka i zdeptał.
Łukasz podszedł do mnie od tyłu i stał za mną czułam to. Gdy wszyscy się rozeszli nachylił się lekko i szepnął mi do ucha.
- Dziękuję.
- Za co? - również spytałam szeptem. boje dalej staliśmy w tej pozycji co musiało bardzo dziwnie wyglądać...
Łukasz po prosu mnie przytulił. Było to na prawdę bardzo miłe, ciepłe objęcie. Czułam się wyśmienicie...
Po chwili oderwałam się od niego i stanęłam przodem uśmiechnęłam się i zmieniłam temat.
- Pamiętaj, że za pół godziny idziemy grać w tenisa.
- Wiem, w tym czasie Michał idzie na koszykówkę.
- Lepiej się już dogadujecie, niż ostatnio?
- Tak, zawdzięczam to tobie. - uśmiechnął się.
- Ciesze się. - powiedziałam. - To do zobaczenia. - czmychłam do pokoju.
Rzuciłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Nie mogłam przestać myśleć o Łukaszu. O tym, że praktycznie udało mi się wyciągnąć go z nałogu, o ile w ogóle takim był. Teraz Łukasz jest normalnym nastolatkiem, który spędza bardzo dużo czasu ze mną...
Gdy byliśmy na kortach i graliśmy widziałam z daleka Michała. Był sam na boisku, co bardzo mnie zdziwiło. Rzucał do kosza i ciągle trafiał. Robił to idealnie jak na jakimś filmie. w trakcie gry byłam bardzo rozproszona, ponieważ cały czas obserwowałam Michała.
Łukasz zauważył, że coś jest nie tak. Podszedł do mnie bardzo blisko i popatrzył mi prosto w oczy.
- Wszystko w porządku? Jesteś jakaś rozkojarzona...
- Wydaje ci się, po prostu jestem zmęczona. - odpowiedziałam szybko i starałam się skupić na grze.
Gdy już skończyliśmy rozeszliśmy się. Poszłam się wykąpać i wyszłam z Izą na balkon zapalić. Wciągnęło mnie to całe palenie papierosów, stały się moją odskocznią. To już była dla mnie rutynowa czynność w ciągu dnia. Stojąc tak i paląc zauważyłam, że Michał dalej gra. Nie wiem dlaczego postanowiłam zejść do niego.
Podchodziłam powoli. Nawet nie spostrzegł, że podeszłam już dosyć blisko.
- Hej. - powiedziałam a on aż zamarł. Nawet na mnie nie spojrzał, jakby doskonale wiedział, że to ja przyszłam.
- Cześć. - odpowiedział sucho.
- Co robisz tu sam? - spytałam.
- Odwołali zajęcia z koszykówki.
- Aha. Ale tylko dziś? - pytałam dalej ciekawska a on dalej jakby nie zwracał na mnie uwagi tylko w dalszym ciągu rzucał.
- Nie, już na stałe. - odpowiedział całkiem poważnie. Tylko tam stałam jak idiotka i patrzyłam na jego rzuty z bliska. Swoją drogą zauważyłam, że odkąd spostrzegł, że tam jestem nie są one już takie perfekcyjne, jak wtedy gdy był sam. Poczułam, że rozpraszam go.
- Rozpraszam cię? - spytałam.
- Nie. - odparł po chwili.
- Przecież widzę. - powiedziałam a on oddał kolejny nietrafny rzut.
- Nieważne. - powiedział. - I tak już skończyłem. - dodał, po czym podniósł piłkę i wyszedł poza boisko. Zostawił mnie tam samiutką, a nie chciałam iść za nim jak idiotka więc po prostu zostałam tam. Usiadłam na trybunach i obserwowałam wieczorne pustki na boiskach.
Podejrzewałam, że zachowanie Michała mogło wynikać z naszego pocałunku. Nie wyjaśniliśmy sobie nic, mało rozmawialiśmy po tamtym wydarzeniu. A ja bardzo dużo czasu spędzałam tylko i wyłącznie z Łukaszem.
Moje myśli zaczęły krążyć wokół ich obydwóch. Nie wiedziałam, czy do któregoś z nich coś czuję, wiem że nie byli mi obojętni. Całowałam obydwu. Byłam strasznie pogubiona nie wiedziałam co mam myśleć.
Zauważyłam zbliżającą się do mnie sylwetkę. Usiadł obok mnie jakiś starszy chłopak, kojarzyłam go z kąś, tylko skąd...? Ah! Tak! To on wtedy gdy szłam po Łukasza przegnał tego drugiego.. Hmmm. Miał chyba na imię Bartek.
- Lidia? Dobrze pamiętam? - spytał.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Co tu robisz?
- A wiesz siedzę sobie i rozmyślam.
- Sama? Nie boisz się?
-Skąd. A co ciebie tutaj przynosi?
- Lubię grać w koszykówkę, co roku odbywały się tu zajęcia. Byłem nawet kapitanem, ale je odwołali.
- Taa, słyszałam. I tak po prostu odpuściliście? - spytałam.
- A co możemy zrobić, Dyrka wymazała kosza z listy zajęć.
- Zorganizujcie je sami. Wiem, że to już nie będzie to samo, ale... Zbierz osoby, które chciały by grać o ustalonych godzinach przychodźcie i po prostu grajcie, róbcie treningi, nie potrzebny wam trener, tylko bardziej doświadczony gracz. Może i ty. Nie wiem. Ale... Dalibyście radę zorganizować coś sami, skoro to lubicie.
Zatkało go widziałam.
- Nie pomyślałbym.
- Nie ma za co. - powiedziałam, zeszłam z trybun i odeszłam w ciszy. Poszłam do pokoju. Dziewczyny spytały dlaczego nie było mnie na kolacji i powiedziały, że najpierw Łukasz potem Michał o mnie pytali.
Nie ważne, położyłam się i myśląc o nich obydwóch zasnęłam głębokim snem.
poniedziałek, 28 lipca 2014
czwartek, 17 lipca 2014
9. jesteś moim aniołkiem
- Lidia... Lidia... - ktoś mną potrząsał, ale nie mogłam otworzyć oczu. - Lidka.
Nie wiedziałam co jest grane, nie mogłam sobie nic przypomnieć, jedyne co pamiętam, to jak pobiegłam do Łukasza po tym jak Michał mnie pocałował.
- Lidia... - moim oczom ukazał się nieco rozmazany Łukasz. - Dzięki |Bogu. - odetchnął z ulgą gdy zobaczył, że otworzyłam oczy.
Nie wiedziałam co jest grane, nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Rozejrzałam się. Byliśmy na skrzynkach, czyli w spiżarni.
Łukasz mocno mnie przytulił.
- Tak bardzo mnie nastraszyłaś. - powiedział cicho.
- Co się stało? - spytałam. - Nic nie pamiętam.
- Przepraszam. - nie wypuszczał mnie z uścisku.
- Puść mnie. - powiedziałam spokojnie, chłopak od razu zrobił co kazałam. - Proszę powiedz mi co się stało. - patrzyłam prosto w jego smutne i wystraszone oczy.
- Zajarałaś i ...
- Która godzina?! - jakbym nagle oprzytomniała.
- Coś około 3 w nocy.
- Co?! Co my tu jeszcze robimy?! Co się stało?! - zaczęłam panikować a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Łukasz dostrzegł to i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam, to moja wina. Nie powinienem był ci na to pozwolić, jestem taki durny.
- Łukasz... co się stało??
- Zjaraliśmy się oboje. Było fajnie śmialiśmy się. Mocno mnie kopnęło, siedzieliśmy tam chyba kilka godzin. Potem zgłodnieliśmy, zeszliśmy tutaj, zjedliśmy na prawdę dużo i leżeliśmy tu na skrzynkach.
- Jakim cudem ty wszystko pamiętasz? - spytałam podejrzliwie.
- Zawsze wszystko pamiętam, chyba że przesadzę z paleniem. - odpowiedział szybko. - Potem ty zasnęłaś. Nie mogłem cię dobudzić wystraszyłem się, ale na szczęście się ocknęłaś. Próbowałem cię dobudzić chyba z godzinę.
- To straszne. - stwierdziłam krótko.
- To moja wina. - rozpaczał dalej.
- Nie mam ci tego za złe. Sama to od ciebie wzięłam i zapaliłam, nie zmuszałeś mnie do tego. - odpowiedziałam już nieco spokojniej. - Mam nadzieję, że miło spędziliśmy czas - uśmiechnęłam się.
- Tak i to nawet bardzo. - odpowiedział i również się uśmiechnął. - Nie chcę tylko, żebyś skończyła jak ja.. - dodał po chwili.
- Jak ty... czyli jak?
Chłopak przez chwilę nic nie mówił, potem jakby oprzytomniał popatrzył mi prosto w oczy i zaczął mówić.
- Wiesz... Opowiem ci moją historię, jak to się zaczęło. Wiem, że trochę tego nadużywam, ale nie jestem uzależniony.
- Możesz mi powiedzieć.
- Wiem. - odpowiedział tylko. - To było z rok temu. Jak pierwszy raz zapaliłem, razem z Michałem i innymi znajomymi, strasznie nam się to spodobało, ma to swój urok, czułem się po tym świetnie. Paliliśmy tylko okazjonalnie. Znalazłem sobie dziewczynę, ale ona... ona ... Zdradziła mnie, to znaczy w sumie nawet jej nie kochałem. Związek się po prostu skończył i normalnie nawet by mnie to nie ruszyło, ale dobrze mi się z nią układało. Tylko... Michał ją pocałował. I zrobili to. Czaisz? Mój przyjaciel, to bardziej on mnie zdradził niż ona. Pokłóciliśmy się. Pobiliśmy kilka razy. Zacząłem palić praktycznie codziennie, myślałem że wpadłem, że już jestem uzależniony i z tego nie wyjdę. Ale pojechaliśmy na wycieczkę klasową. Nie miałem okazji palić więc po prostu tego nie zrobiłem przez dwa tygodnie. \Gdy wróciłem też jakoś nie ciągnęło mnie do tego z powrotem, tylko ode mnie zależało, czy zrobię to znowu. Z Michałem dalej się nie odzywaliśmy, a znamy się od małego, zdradził mnie, no cóż przyznaję ze w dziewczynie nie zdążyłem się zakochać i sam fakt że mnie zdradziła nie ruszył by mnie gdyby nie to że zrobiła to z moim przyjacielem, któremu ufałem i ceniłem go. No w każdym razie. Była jakaś impreza znowu zajarałem i się wciągnąłem. Paliłem rzadziej, już nie codziennie ale wciąż paliłem, bo nie miałem nic innego do roboty, to było świetne. Raz, miałem przypał, ktoś wygadał, że mam przy sobie. To było przed w-f-em. W szatni był tylko Michał i ja. Siedziałem załamany bo wiedziałem, że zaraz ktoś przyjdzie i wszystko przetrzepie a ja będe miał przejebane. Michał zczaił, co jest pięć, pewnie słyszał od kogoś, wziął wszystko ode mnie i włożył do kieszeni. Wziął po prostu winę na siebie. Przyszli złapali go dali mun komisję. Wybaczyłem mu pogodziliśmy się. Teraz w te wakacje, znowu uratował mi dupę i powiedział, że to już ostatni raz. Ciągle próbował mnie ogarnąć, abym przestał to palić, ale ja... chciałem. I... poszliśmy razem do internatu to miał być definitywny koniec z baką, ale.. Znaleźliśmy tą hodowlę i ... Obiecałem... Obiecałem, że nie wciągnę się znowu, ale... Nie mam dla kogo przestać, bo Michałowi już nie zależy, nie pilnuje mnie. Nikomu nie zależy, więc.. Po prostu poczułem się olany i pojawiłaś się ty...
Nastała bardzo krępująca cisza... Teraz już wszystko rozumiem. Patrzyłam się w jego oczy i widziałam w nich ból, doskonale wiedziałam co czuje, mnie też wszyscy znajomi zawsze mięli w dupie. Nie miałam nigdy prawdziwych przyjaciół. Cieszyłam się, że Łukasz się przede mną otworzył, ceniłam go za to. Teraz gdy bardziej zrozumiałam, tym bardziej mu pomogę, nie odstawię w kąt.
- A ja... Ja zauważyłam, ze tego nadużywasz, ale zauważyłam też że nikt nie próbuje cię odciągnąć, więc .. postanowiłam, że sama spróbuję bo nie warto.
Przytuliliśmy i siedzieliśmy długo w uścisku.
- Dziękuje. - powiedział w końcu Łukasz. - Tak bardzo ci dziękuje. Co... Co ja mam teraz zrobić?
- Jakoś sobie poradzimy. - powiedziałam i mocniej się do niego wtuliłam. - Jestem tu dla ciebie i nigdzie się nie wybieram.
- Tak się ciesze , że się pojawiłaś, że nie zrezygnowałaś. Nawet mnie nie znasz... Jesteś jak anioł zesłany z niebios. Jesteś moim aniołkiem. -mówił dalej przytulony do mnie.
- Tylko najpierw musisz... Musisz sobie uświadomić, że nie warto ciągle tego palić, to może się odbić na tojej psychice, to.. Nie każę ci tego od razu rzucić, ale po prostu spróbuj a ja będe twoim oparciem, będe dla ciebie zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebował. Obiecuję... - popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Przestanę, muszę przestać, zrobię to dla ciebie.
Patrzeliśmy sobie w oczy i milczeliśmy. Byłam taka szczęśliwa, że spróbuje to rzucić z tym skończyć. Chciałam mu pomóc, niech odbiję się od dna, nie musi tam siedzieć, byłam pewna że się uda, że dokonamy tego razem. Jego oczy też jakby sie rozweseliły.
Zauważyłam w jego oczach błysk, ogólnie dopiero teraz zauważyłam, że ma niebieskie oczy, zupełnie jak Michał, pomimo tego, że ma ciemne włosy oczy ma niebieściutkie. Myślałam, że w nich utonę.
Nie wiem dlaczego ale czuła się cudownie tylko patrząc w jego oczy i tonąc w nich... Poczułam, że pocałunek z Michałem to był błąd...
Łukasz zaczął się zbliżać... Myślałam, że chce mnie pocałować, on tylko przyłożył swoją głowę do mojej i zamknął oczy.
- Mam ochotę cię pocałować. - szepnął.
Coś we mnie pękło. Złapałam jego głowę w dłonie spojrzałam mu prosto w oczy, czułam, że mówi prawdę, pocałowałam go. Ten pocałunek był... wspaniały. O niebo lepszy niż ten z Michałem.
Przytuliłam się do Łukasza.
- Zostańmy tutaj na noc. - powiedziałam cicho.
- Na prawdę? - spytał.
- Czemu nie?
- Chodźmy do łóżka. Możesz przenocować u mnie.
Od razu pomyślałam, że wyjdę na jakąś lalunię, najpierw całuje Michała a potem śpię z jego przyjacielem na jego oczach... Zamierzam wytłumaczyć Michałowi, że tamten pocałunek nic nie znaczył. Ale nie chcę tam spać, jak to będzie wyglądać, mam jeszcze resztkę godności.
- Może lepiej chodźmy do mnie. Już raz tam nocowałeś. - zaproponowałam. Łukasz zgodził się.
Poszliśmy po cichu i zasnęliśmy wtuleni do siebie.
Nie wiedziałam co jest grane, nie mogłam sobie nic przypomnieć, jedyne co pamiętam, to jak pobiegłam do Łukasza po tym jak Michał mnie pocałował.
- Lidia... - moim oczom ukazał się nieco rozmazany Łukasz. - Dzięki |Bogu. - odetchnął z ulgą gdy zobaczył, że otworzyłam oczy.
Nie wiedziałam co jest grane, nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Rozejrzałam się. Byliśmy na skrzynkach, czyli w spiżarni.
Łukasz mocno mnie przytulił.
- Tak bardzo mnie nastraszyłaś. - powiedział cicho.
- Co się stało? - spytałam. - Nic nie pamiętam.
- Przepraszam. - nie wypuszczał mnie z uścisku.
- Puść mnie. - powiedziałam spokojnie, chłopak od razu zrobił co kazałam. - Proszę powiedz mi co się stało. - patrzyłam prosto w jego smutne i wystraszone oczy.
- Zajarałaś i ...
- Która godzina?! - jakbym nagle oprzytomniała.
- Coś około 3 w nocy.
- Co?! Co my tu jeszcze robimy?! Co się stało?! - zaczęłam panikować a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Łukasz dostrzegł to i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam, to moja wina. Nie powinienem był ci na to pozwolić, jestem taki durny.
- Łukasz... co się stało??
- Zjaraliśmy się oboje. Było fajnie śmialiśmy się. Mocno mnie kopnęło, siedzieliśmy tam chyba kilka godzin. Potem zgłodnieliśmy, zeszliśmy tutaj, zjedliśmy na prawdę dużo i leżeliśmy tu na skrzynkach.
- Jakim cudem ty wszystko pamiętasz? - spytałam podejrzliwie.
- Zawsze wszystko pamiętam, chyba że przesadzę z paleniem. - odpowiedział szybko. - Potem ty zasnęłaś. Nie mogłem cię dobudzić wystraszyłem się, ale na szczęście się ocknęłaś. Próbowałem cię dobudzić chyba z godzinę.
- To straszne. - stwierdziłam krótko.
- To moja wina. - rozpaczał dalej.
- Nie mam ci tego za złe. Sama to od ciebie wzięłam i zapaliłam, nie zmuszałeś mnie do tego. - odpowiedziałam już nieco spokojniej. - Mam nadzieję, że miło spędziliśmy czas - uśmiechnęłam się.
- Tak i to nawet bardzo. - odpowiedział i również się uśmiechnął. - Nie chcę tylko, żebyś skończyła jak ja.. - dodał po chwili.
- Jak ty... czyli jak?
Chłopak przez chwilę nic nie mówił, potem jakby oprzytomniał popatrzył mi prosto w oczy i zaczął mówić.
- Wiesz... Opowiem ci moją historię, jak to się zaczęło. Wiem, że trochę tego nadużywam, ale nie jestem uzależniony.
- Możesz mi powiedzieć.
- Wiem. - odpowiedział tylko. - To było z rok temu. Jak pierwszy raz zapaliłem, razem z Michałem i innymi znajomymi, strasznie nam się to spodobało, ma to swój urok, czułem się po tym świetnie. Paliliśmy tylko okazjonalnie. Znalazłem sobie dziewczynę, ale ona... ona ... Zdradziła mnie, to znaczy w sumie nawet jej nie kochałem. Związek się po prostu skończył i normalnie nawet by mnie to nie ruszyło, ale dobrze mi się z nią układało. Tylko... Michał ją pocałował. I zrobili to. Czaisz? Mój przyjaciel, to bardziej on mnie zdradził niż ona. Pokłóciliśmy się. Pobiliśmy kilka razy. Zacząłem palić praktycznie codziennie, myślałem że wpadłem, że już jestem uzależniony i z tego nie wyjdę. Ale pojechaliśmy na wycieczkę klasową. Nie miałem okazji palić więc po prostu tego nie zrobiłem przez dwa tygodnie. \Gdy wróciłem też jakoś nie ciągnęło mnie do tego z powrotem, tylko ode mnie zależało, czy zrobię to znowu. Z Michałem dalej się nie odzywaliśmy, a znamy się od małego, zdradził mnie, no cóż przyznaję ze w dziewczynie nie zdążyłem się zakochać i sam fakt że mnie zdradziła nie ruszył by mnie gdyby nie to że zrobiła to z moim przyjacielem, któremu ufałem i ceniłem go. No w każdym razie. Była jakaś impreza znowu zajarałem i się wciągnąłem. Paliłem rzadziej, już nie codziennie ale wciąż paliłem, bo nie miałem nic innego do roboty, to było świetne. Raz, miałem przypał, ktoś wygadał, że mam przy sobie. To było przed w-f-em. W szatni był tylko Michał i ja. Siedziałem załamany bo wiedziałem, że zaraz ktoś przyjdzie i wszystko przetrzepie a ja będe miał przejebane. Michał zczaił, co jest pięć, pewnie słyszał od kogoś, wziął wszystko ode mnie i włożył do kieszeni. Wziął po prostu winę na siebie. Przyszli złapali go dali mun komisję. Wybaczyłem mu pogodziliśmy się. Teraz w te wakacje, znowu uratował mi dupę i powiedział, że to już ostatni raz. Ciągle próbował mnie ogarnąć, abym przestał to palić, ale ja... chciałem. I... poszliśmy razem do internatu to miał być definitywny koniec z baką, ale.. Znaleźliśmy tą hodowlę i ... Obiecałem... Obiecałem, że nie wciągnę się znowu, ale... Nie mam dla kogo przestać, bo Michałowi już nie zależy, nie pilnuje mnie. Nikomu nie zależy, więc.. Po prostu poczułem się olany i pojawiłaś się ty...
Nastała bardzo krępująca cisza... Teraz już wszystko rozumiem. Patrzyłam się w jego oczy i widziałam w nich ból, doskonale wiedziałam co czuje, mnie też wszyscy znajomi zawsze mięli w dupie. Nie miałam nigdy prawdziwych przyjaciół. Cieszyłam się, że Łukasz się przede mną otworzył, ceniłam go za to. Teraz gdy bardziej zrozumiałam, tym bardziej mu pomogę, nie odstawię w kąt.
- A ja... Ja zauważyłam, ze tego nadużywasz, ale zauważyłam też że nikt nie próbuje cię odciągnąć, więc .. postanowiłam, że sama spróbuję bo nie warto.
Przytuliliśmy i siedzieliśmy długo w uścisku.
- Dziękuje. - powiedział w końcu Łukasz. - Tak bardzo ci dziękuje. Co... Co ja mam teraz zrobić?
- Jakoś sobie poradzimy. - powiedziałam i mocniej się do niego wtuliłam. - Jestem tu dla ciebie i nigdzie się nie wybieram.
- Tak się ciesze , że się pojawiłaś, że nie zrezygnowałaś. Nawet mnie nie znasz... Jesteś jak anioł zesłany z niebios. Jesteś moim aniołkiem. -mówił dalej przytulony do mnie.
- Tylko najpierw musisz... Musisz sobie uświadomić, że nie warto ciągle tego palić, to może się odbić na tojej psychice, to.. Nie każę ci tego od razu rzucić, ale po prostu spróbuj a ja będe twoim oparciem, będe dla ciebie zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebował. Obiecuję... - popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Przestanę, muszę przestać, zrobię to dla ciebie.
Patrzeliśmy sobie w oczy i milczeliśmy. Byłam taka szczęśliwa, że spróbuje to rzucić z tym skończyć. Chciałam mu pomóc, niech odbiję się od dna, nie musi tam siedzieć, byłam pewna że się uda, że dokonamy tego razem. Jego oczy też jakby sie rozweseliły.
Zauważyłam w jego oczach błysk, ogólnie dopiero teraz zauważyłam, że ma niebieskie oczy, zupełnie jak Michał, pomimo tego, że ma ciemne włosy oczy ma niebieściutkie. Myślałam, że w nich utonę.
Nie wiem dlaczego ale czuła się cudownie tylko patrząc w jego oczy i tonąc w nich... Poczułam, że pocałunek z Michałem to był błąd...
Łukasz zaczął się zbliżać... Myślałam, że chce mnie pocałować, on tylko przyłożył swoją głowę do mojej i zamknął oczy.
- Mam ochotę cię pocałować. - szepnął.
Coś we mnie pękło. Złapałam jego głowę w dłonie spojrzałam mu prosto w oczy, czułam, że mówi prawdę, pocałowałam go. Ten pocałunek był... wspaniały. O niebo lepszy niż ten z Michałem.
Przytuliłam się do Łukasza.
- Zostańmy tutaj na noc. - powiedziałam cicho.
- Na prawdę? - spytał.
- Czemu nie?
- Chodźmy do łóżka. Możesz przenocować u mnie.
Od razu pomyślałam, że wyjdę na jakąś lalunię, najpierw całuje Michała a potem śpię z jego przyjacielem na jego oczach... Zamierzam wytłumaczyć Michałowi, że tamten pocałunek nic nie znaczył. Ale nie chcę tam spać, jak to będzie wyglądać, mam jeszcze resztkę godności.
- Może lepiej chodźmy do mnie. Już raz tam nocowałeś. - zaproponowałam. Łukasz zgodził się.
Poszliśmy po cichu i zasnęliśmy wtuleni do siebie.
środa, 16 lipca 2014
8. pocałunek
Wróciłam późno do pokoju gdzie czekała na mnie Izka z Majką. Poczułam się jakby byli moimi rodzicami...
- Gdzieś ty była?! - powiedziała Majka z poważną miną.
- Wiesz która jest godzina? Przesadziłaś.- dodała Izka podpierając się o boki.
Patrzyłam na nie taka speszona aż wybuchnęły śmiechem.
- Haha, super śmieszne.
Nie było mi do śmiechu. Wiem, że było meega późno ale Łukasz zgłodniał i poszłam z nim jeszcze na stołówkę. Niewiele potem rozmawialiśmy. Stwierdził, że potrzebuje osoby, która po prostu z nim będzie, więc byłam bez zbędnych pytań.
Byłam mega zmęczona.. Od razu się położyłam, oczywiście nie obyło się bez masy pytań: gdzie byłaś? co robiłaś? itd.
Powiedziałam, że pogadamy rano i poszłam spać, a zasnęłam praktycznie w momencie zamknięcia powiek.
Z rana dziewczyny naskoczyły na mnie, że mam im wszystko wytłumaczyć, bo inaczej nie zejdę na śniadanie.
- Później. - odparłam tylko.
- Mów teraz. Nie ufasz nam?
Zaczęłam się śmiać jak głupia, bo przypomniało mi się jak Łukasz mi za-uf''ał XD
To było na tamtą chwilę takie zabawne... Tylko dziewczyny patrzyły na mnie podejrzliwie, więc przestałam się śmiać.
- Sorki, coś mi się przypomniało. - powiedziałam. - Jasne, że wam ufam... - tu znowu się zaśmiałam.
- Coś mi się wydaje, że kręcisz. - powiedziała Majka. - Wcale nam nie ufasz. Myślałam, że zdążyłyśmy się już zaprzyjaźnić.
- No tak! - ogarnęłam się już. - Ufam wam na prawdę, chodzi o to , że wczoraj byłam z Łukaszem i gdy spytałam, czy mi zaufa, to on zaufał. Hahahhaha. - znowu zaczęłam się śmiać jak głupia...
- Czy ty coś z nim paliłaś? - spytała podejrzliwie Izka.
- Nie ... Po prostu spytałam czy on mi zaufa a on: uf uf uf. Zaufał :D
- Ok. - dziewczyny także nieco to rozbawiło.
- Znowu z nim byłaś, tylko dlaczego? - dociekała Maja.
- Bo... zauważyłam, że nie ma go na kolacji, to pomyślałam, że znowu się zjarał i miałam racje. Poszłam z nim pogadać, ale nie chciał mi nic powiedzieć. Zwyczajnie z nim zostałam, a potem poszłam na kuchnię, żeby coś zjadł. Tyle.
- Ok, niech ci będzie. - powiedziała Majka.
- Ale ty musisz coś do niego czuć, tak się o niego martwisz i go pilnujesz.- podsumowała Izka.
- Właśnie nie... - Zaprzeczyłam jednak, coś w środku mnie jakby... Nie no nie czuje nic do niego. Ja nie potrafię kochać, nigdy się w nikim tak na prawdę nie zakochałam.
Na śniadaniu Łukasz ciągle się do mnie uśmiechał a ja wszystko odwzajemniałam. Dziewczyny bacznie się nam przyglądały. Widziałam jak je. Uśmiechał się do mnie ale nie był szczęśliwy. Nie miał już w sobie tego entuzjazmu co wczoraj, wręcz przeciwnie w jego oczach dało wyczytać się smutek.
Na początku roku tak doskonale dogadywał się z Michałem a teraz siedzieli i rozmawiali ale nie było między nimi tego braterstwa. Może o coś im poszło. Sama nie wiem dlaczego mnie to tak zaciekawiło. Może powinnam odpuścić??
Nie, nie mogłabym zostawić Łukasza samego co innego gdyby Michał był co do niego prawdziwym przyjacielem.
Po szkole jak zwykle się uczyłam z dziewczynami, jednak coś mówiło wewnątrz mnie '' Idź do Łukasza, nim znowu zapali ''.
Ale co ja bym powiedziała dziewczynom?
- Dziewczyny...
Popatrzyły na mnie pytająco i jakby czekały na to o co chcę je zapytać, lub co im oznajmić.
Miałam nadzieję, że same się domyślą, ale one dalej tylko patrzyły.
- Bo ja... Chciałabym.. Tzn muszę... Tzn no nie muszę ale...
- Ale chcesz iść do Łukasz? - spytała Izka.
Tak! Dzięki, no wreszcie się domyśliła.
- Ta. - odpowiedziałam krótko.
- Skoro musisz, ale pamiętaj, że jutro idziesz ze mną grać w tenisa i kropka. - powiedziała i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Jasne, ok dzięki. To cześć. - wstałam i wyszłam. Zapukałam i weszłam do chłopaków, był sam Michał.
- Hej. - powiedziałam. Rozpromienił się gdy mnie zobaczył.
- Cześć, co tu robisz? - spytał z ciepłym uśmiechem. Dawno z nim nie rozmawiałam ani nic. Brakowało mi tego jego uśmieszku.
- W sumie, to... przyszłam do Łukasza, ale widzę że go nie ma. Nie wiesz, gdzie mogę go znaleźć?
- Nie wiem. - odpowiedział krótko i popatrzył w ziemię, nie rozumiem tego ich zachowania.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Nie no... Wszystko ok.
Chciałam już wyjść ale Michał zapytał:
- Posiedzisz ze mną skoro go nie ma?
W sumie nie miałam nic do stracenia, dlaczego miałabym odmawiać, jeszcze nie dawno wyobrażałam sobie, że spędzam z nim jakiś czas. Może akurat coś z niego wyciągnę.
- Jasne nie ma problemu. - usiadłam na jego łóżku. On usiadł obok mnie i patrzył mi prosto w oczy. poczułam coś wyjątkowego. Moje serce szybciej zabiło. Michał zbliżał swoją twarz do mojej aby oddać pocałunek, ale odchyliłam głowę, nie byłam gotowa. Nie mogłabym nikogo pocałować bez uczucia. Zwłaszcza, że to mój pierwszy pocałunek. Nie jestem jak inne dziewczyny.
- Przepraszam. - rzuciłam szybko.
- Za co ty mnie przepraszasz? - zaśmiał się Michał. - To moja wina.
- Wiesz.. - zaczęłam. - Zależało mi na znalezieniu Łukasza. Boje się, że znowu zrobi coś głupiego.
- Jak to znowu? - spytał dosyć przejęty Michał.
Przez chwilę zastanawiałam się czy mu o tym powiedzieć, to jego przyjaciel a wszyscy to przed nim bezczelnie zataili. Powinien wiedzieć, może wtedy zrobi coś w tym kierunku?
- No.. Ostatnio tak bardzo się upalił, że w nocy wytargałam go z łazienek do mnie do pokoju, był cały obrzygany i nie mógł nawet chodzić a następnego dnia nic nie pamiętał. Kamil kazał mi nic tobie nie mowić, więc nie chciałam się mieszać.
- Co? Boże jaki ten Łukasz jest głupi!
- Wiesz bałam się o niego. Nie przychodzi już prawie wgl na posiłki a potem okrada kuchnię bo ma gastro.
- Tak wiem doskonale. Myślałem, że przestał.
- Jak to?
- No obiecał. Wtedy powiedział, że razem z Kamilem całą noc grali w gry na komputerowej. A ja głupi uwierzyłem...
Już trochę nie mogłam tego wszystkiego pojąć.
- Wiem, ze nie powinnam się mieszać i że to nie moja sprawa, ale mógłbyś mi wytłumaczyć co jest grane? - spytałam. On popatrzył na mnie i tylko się uśmiechnął. - Wiem, ze może jeszcze nie znacie mnie na tyle ale możecie mi zaufać..
- Wiem, ale wiesz... wolałbym...
- Zresztą nie będe się prosić, nie to nie. Chcę tylko żebyś wiedział, że bardzo mnie to rusza i przejmuje się losem Łukasza. Boli mnie to, że nikt nie chce mu pomóc. Że jest odrzucany i nie ma oparcia, może właśnie dlatego nadużywa trawki!- powiedziałam trochę w złości.
- Co ty możesz wiedzieć?! - spytał mnie równie rozzłoszczony Michał. - To są nasze prywatne sprawy. Nawet cię nie znamy za dobrze i myślisz, że zaraz ci wszystko wyśpiewam?!
- Nie oczekuję tego! Chcę tylko trochę zrozumieć sytuacje, nie wiem już jak dotrzeć do Łukasza! A chcę mu pomóc, nie tak jak ty, wielki mi przyjaciel!- mówiłam już z łzami w oczach, nawet nie wiem dlaczego.
- Ale ja nie wiedziałem, że on dalej to robi!!! Nie znasz całej sytuacji to się nie udzielaj!!
- To może mnie oświeć?! - po moim policzku spłynęła łza. Michał jakby zrozumiał co właśnie zrobił, bo oprzytomniał , podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. - szepnął mi do ucha. - To wszystko mnie przerasta.
Wtuliłam się w niego i próbowałam się uspokoić, nie wiem dlaczego tak wybuchnęłam, nie miałam powodu. Nie jestem z nimi za bardzo blisko, ale oni mięli coś w sobie oboje, coś co mnie ujęło.
Sama nie wiem co to za uczucie. Ciężko mi określić.
Staliśmy tak przytuleni. Nagle spojrzałam mu w oczy, moje serce znów szybciej zabiło. Poczułam się jakoś dziwnie inaczej. Taka bezpieczna w jego ramionach i patrzył mi tak prosto w oczy. Przypomniało mi się to w łazienkach i jak kazał Łukaszowi przypilnować żebym zjadła, albo jak strącił moje książki. Niby normalnie codzienne sytuacje, ale każda z tych sytuacji wywołała we mnie dziwne uczucie do Michała. Tak jak w tym momencie. Michał powoli zbliżył swoją głowę, tak, że czubki naszych nosów, już się stykały. Zamknęłam oczy. Pozwoliłam się ponieść chwili i wtedy Michał namiętnie mnie pocałował. Potem znów wtuliłam się w niego.
Pogłaskał mnie ręką w tył głowy. Przycisnął mocniej do siebie.
W końcu lekko się odepchnęłam. Wyszłam z jego objęć i powiedziałam, że muszę już iść.
Pobiegłam najszybciej jak umiałam po schodach na samą górę i weszłam do kanciapy. Łukasz jak zwykle był tam, to było zbyt oczywiste, bo wszędzie znowu pachniało zielskiem. Gdy weszłam zauważyłam, że jeszcze nie skończył palić. Usiadłam obok. Palił jointa. W sumie dopiero zaczął. Siedziałam obok niego w ciszy. Wziął bucha i podał jointa w moi kierunku z wyrazem twarzy który mówił sam za siebie: '' Chcesz?''.
Działałam pod wpływem chwili, tego, że przed chwilą pocałował mnie Michał, tego , że nic mi nie wytłumaczył i tego, ze gdybym przyszła tu wcześniej ten joint nie musiał by się palić...
Wzięłam bucha...
7. zaufaj mi
Minęło kilka dni. Byłam zbyt zajęta nauką. Nie gadałam ani z Michałem ani Łukaszem ani nic. Po prostu jakby trochę się odizolowałam. Dzisiaj jednak obiecałam Izie, że pójdę z nią pograć w tenisa na korty. Co innego miałam do roboty...
Po południu przebrałyśmy się ''na sportowo'' i poszłyśmy na korty.
Tego mi było trzeba poprawił mi się nastrój miałam ochotę wyjść do ludzi, tylko taki szczegół że utknęłam w internacie.
Byłam zmęczona, tego też mi było trzeba. Odegrałyśmy bardzo dobry meczyk. Oczywiście przegrałam, ale tylko kilka punktów. Zresztą wynik to tylko liczba.
Poszłam się wymyć i chwilę odpocząć, znowu myślałam o Michale, jak mogłabym się do niego zbliżyć. Jest taki niezależny , ma swoje zajęcia, swoje życie, pewnie nawet o mnie nie myśli.
Potem zeszłam z dziewczynami na kolację, Michał znowu siedział sam. Tzn bez Łukasza tylko z innymi znajomymi. Ja siedziałam z dziewczynami i gdy tak patrzyłam w stronę Michała, pomyślałam, że może Łukasz znowu się upalił. Na prawdę nie mogłam zrozumieć... jego sytuacji , może potrzebował kogoś kto podniesie go na duchu, kogoś kto pokaże mu że nie warto.
Zjadłam najszybciej i dałam znać dziewczynom, że już idę na górę. Poszłam oczywiście do pokoju Łukasza. Miałam nadzieję , że tam będzie jednak się myliłam nie był go.
Chwilę stałam tak na korytarzu i zastanawiałam się gdzie on może być. Przyznam, trochę się zmartwiłam, nie chciałam aby znowu zrobił coś głupiego. Wtedy zauważyłam Kamila który wychodził z łazienek w krótkich spodenkach i mokrych włosach.
- Nie wiesz, gdzie może być Łukasz?
-A co? Nie ma go w pokoju? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie, nie ma... Może to głupio zabrzmi ale trochę się o niego boję, nie było go na kolacji...
Chłopak jakby spoważniał, popatrzył mi prosto w oczy i powiedział:
- Pewnie znowu to zrobił.
Patrzyłam równie przejęta w jego oczy i nagle coś kazało mi zapytać o Michała.
- Dlaczego Michał go nie przypilnuje? Przecież się przyjaźnią.
- No... To trochę skomplikowane.
- Jak to?- spytałam. - Wiem, ze to nie moja sprawa, ale ... Dlaczego wtedy nie mógł się dowiedzieć w jakim stanie był Łukasz?
- Wiesz... Nie... Nie powinienem tego nikomu mówić to ich prywatna sprawa. - odpowiedział krótko i już chciał odejść.
-Nie wiesz... Gdzie mogę go znaleźć? - spytałam.
- Pewnie na strychu... Tylko... uważaj.
Kamil poszedł do siebie a ja przez chwilę jeszcze tak stałam i już sama nie wiedziałam, czy się mieszać czy nie... Ale tak bardzo szkoda było mi Łukasza, po prostu bałam się że zrobi coś głupiego. Nie chciałam tego, chciałam żeby był normalny, jak ja, jak Michał, jak dziewczyny, jak Kamil. A on ciągle gdzieś uciekał. Nie chciałam tego dla niego. Widziałam po prostu jak wszyscy z niego zrezygnowali. Wiem jakie to uczucie kiedy wszyscy maja cię w dupie... Dlatego nie chciałam aby i on się tak czuł, chciałam żeby zobaczył, że nie warto, że są jeszcze ludzie, którzy się nim interesują i o niego martwią.
Poszłam szybko na strych po drodze zatrzymał mnie jakiś napakowany facet. Pewnie maturzysta. Głupkowato się uśmiechnął,
- Czego tu szukasz, mała? - zapytał dalej szczerząc zęby. Bardzo zależało mi na czasie i myślałam już tylko o Łukaszu... A do tego powiedział do mnie mała?!
Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko na niego patrzyłam zmieszanym wzrokiem. W sumie po co miałabym przychodzić na ich piętro, to było bez sensu.
W jednej chwili podszedł inny też starszy gościu... Złapał tamtego za ramię i powiedział:
- Ona przyszła do mnie. Przestań się kręcić i doszukiwać. - powiedział.
Gdy tamten już odszedł pomyślałam, żeby podziękować.
- Dzięki, wielkie.. - powiedziałam szybko.
- Spoko, nie ma problemu, wiem jak starsi mogą zaleźć za skórę. Jestem Bartek.
- A ja Lidia. - przedstawiłam się również.
- Co tutaj tak właściwie robisz? - zapytał.
- Szukam kolegi.
- Ok w takim razie nie przeszkadzam. - uśmiechnął się. - Tylko uważaj w okolicach tego piętra.
- Spoko, dzięki raz jeszcze. - powiedziałam, poczekałam chwilę aż zniknie za zakrętem i pobiegłam po schodach na górę...
Było ciemno i cicho, ale unosiła się woń trawki i to nawet bardzo wyczuwalnie. Otworzyłam pomieszczeni w którym była mała hodowla i rozejrzałam się. kącie siedział Łukasz. Ulżyło mi. Podeszłam bliżej. Zauważył mnie patrzył mi w oczy swoimi czerwonymi upalonymi gałkami.
Usiadłam obok niego w ciszy.
Nie wiedziałam od czego zacząć nie wiedziałam co ja mogę mu powiedzieć.
-Dlaczego przyszłaś? - spytał w końcu.
Był zdecydowanie w lepszym stanie niż ostatnio.
- Przyszłam, bo... trochę się o ciebie bałam.
Znowu popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął siedziałam koło niego tak w ciszy. Pomyślałam, że przyda mu się towarzystwo.
- Głodny jestem. - powiedział dosyć radośnie.
- Jeśli chcesz zejdę z tobą na kuchnię. Zjesz sobie coś.
Ten znowu tylko popatrzył i się uśmiechnął.
-Chciałem ci kolejny raz... podziękować.. Yyy.. Nie wiem.. co bym zrobił... Gdyby nie ty.. To było... miłe.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Jednak trochę mnie to wszystko przerażało. Nie chciłlam go pytać o jego stosunki z Michałem. Nie wiedziałam co mam robić. Przypomniało mi się jak Michał poprosił Łukasza, żeby dopilnował abym coś zjadła. Chwilę jeszcze o tym myślałam.
Łukasz nagle położył głowę na moim ramieniu.
- Chciałem ci znowu... podziękować. Za to że mnie ogarnęłaś wtedy. Dlaczego to zrobiłaś?
Przed chwilą już mi za to dziękował, ale jest upalony,czego ja się spodziewałam?
- Nie ma sprawy. Wiesz, starałam się ciebie zrozumieć. Wiem jak to jest kiedy wszyscy się na ciebie wypną.
Ten dalej nic nie powiedział tylko jakby zastanawiał się nad sensem tego co powiedziałam.
- Dlaczego to robisz? spytałam go w końcu chciałam już jakoś do niego dotrzeć.
- Robię, co? - spytał spokojnie i z uśmiechem.
- Palisz to...
- To zwykła odskocznia.
- Ale musisz codziennie? Jesteś uzależniony?
Nic nie odpowiedział. Popatrzył w dół, jakby go to zabolało, jakby to miała być prawda.
Patrzyłam na niego miałam nadzieję, że coś odpowie, on tylko milczał.
- Lukasz... Ja... Ja nie znam cię za bardzo, ale...
- Nie jestem uzależniony. - przerwał mi.
- Jesteś pewny?
- Tak. - powiedział stanowczo.
- Skoro tak mówisz, ale... Nie zaprzeczysz, że nadużywasz tej używki.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?!
- Przestań się złościć, nie przyszłam się kłócić, chcę ci jakoś pomóc. Nie chce abyś uciekał w narkotyki. Nie warto, naprawdę. Jeśli masz jakiś problem. Jestem gotowa ci pomóc. Nie powiem nic nikomu... zaufaj mi.
- Uf, Uf, Uf!! - zaczął nabijać się Łukasz.
Powiem szczerze, że na początku mnie to zdenerwowało ale potem całkiem rozbawiło. Może Łukasz chciał rozładować całą ttę napiętą sytuację, może ciężko było mu o tym ze mną rozmawiać, znamy się dopiero kilka tygodni. Gdy skończyliśmy się śmiać nastała krępująca cisza.
- Dziękuję ci. - powiedział Łukasz i przytulił mnie do siebie. - Obiecuję ci ... że wszystko ci wytłumaczę... Najpierw potrzebuję kogoś kto po prostu przy mnie będzie. Chcę czuć, że mam kogoś.
- Jasne. - powiedziałam.
Łukasz położył się na deskach.
- Potrzebuję odpocząć. Potrzebuję ciszy... Ale... Nie chcę być tu sam.
- Jasne. - powiedziałam. - Mogę zostać, ile tylko potrzebujesz. Położyłam się obok. On objął mnie i leżeliśmy tak... W ciszy... Ciesząc się swoją obecnością.....
Po południu przebrałyśmy się ''na sportowo'' i poszłyśmy na korty.
Tego mi było trzeba poprawił mi się nastrój miałam ochotę wyjść do ludzi, tylko taki szczegół że utknęłam w internacie.
Byłam zmęczona, tego też mi było trzeba. Odegrałyśmy bardzo dobry meczyk. Oczywiście przegrałam, ale tylko kilka punktów. Zresztą wynik to tylko liczba.
Poszłam się wymyć i chwilę odpocząć, znowu myślałam o Michale, jak mogłabym się do niego zbliżyć. Jest taki niezależny , ma swoje zajęcia, swoje życie, pewnie nawet o mnie nie myśli.
Potem zeszłam z dziewczynami na kolację, Michał znowu siedział sam. Tzn bez Łukasza tylko z innymi znajomymi. Ja siedziałam z dziewczynami i gdy tak patrzyłam w stronę Michała, pomyślałam, że może Łukasz znowu się upalił. Na prawdę nie mogłam zrozumieć... jego sytuacji , może potrzebował kogoś kto podniesie go na duchu, kogoś kto pokaże mu że nie warto.
Zjadłam najszybciej i dałam znać dziewczynom, że już idę na górę. Poszłam oczywiście do pokoju Łukasza. Miałam nadzieję , że tam będzie jednak się myliłam nie był go.
Chwilę stałam tak na korytarzu i zastanawiałam się gdzie on może być. Przyznam, trochę się zmartwiłam, nie chciałam aby znowu zrobił coś głupiego. Wtedy zauważyłam Kamila który wychodził z łazienek w krótkich spodenkach i mokrych włosach.
- Nie wiesz, gdzie może być Łukasz?
-A co? Nie ma go w pokoju? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie, nie ma... Może to głupio zabrzmi ale trochę się o niego boję, nie było go na kolacji...
Chłopak jakby spoważniał, popatrzył mi prosto w oczy i powiedział:
- Pewnie znowu to zrobił.
Patrzyłam równie przejęta w jego oczy i nagle coś kazało mi zapytać o Michała.
- Dlaczego Michał go nie przypilnuje? Przecież się przyjaźnią.
- No... To trochę skomplikowane.
- Jak to?- spytałam. - Wiem, ze to nie moja sprawa, ale ... Dlaczego wtedy nie mógł się dowiedzieć w jakim stanie był Łukasz?
- Wiesz... Nie... Nie powinienem tego nikomu mówić to ich prywatna sprawa. - odpowiedział krótko i już chciał odejść.
-Nie wiesz... Gdzie mogę go znaleźć? - spytałam.
- Pewnie na strychu... Tylko... uważaj.
Kamil poszedł do siebie a ja przez chwilę jeszcze tak stałam i już sama nie wiedziałam, czy się mieszać czy nie... Ale tak bardzo szkoda było mi Łukasza, po prostu bałam się że zrobi coś głupiego. Nie chciałam tego, chciałam żeby był normalny, jak ja, jak Michał, jak dziewczyny, jak Kamil. A on ciągle gdzieś uciekał. Nie chciałam tego dla niego. Widziałam po prostu jak wszyscy z niego zrezygnowali. Wiem jakie to uczucie kiedy wszyscy maja cię w dupie... Dlatego nie chciałam aby i on się tak czuł, chciałam żeby zobaczył, że nie warto, że są jeszcze ludzie, którzy się nim interesują i o niego martwią.
Poszłam szybko na strych po drodze zatrzymał mnie jakiś napakowany facet. Pewnie maturzysta. Głupkowato się uśmiechnął,
- Czego tu szukasz, mała? - zapytał dalej szczerząc zęby. Bardzo zależało mi na czasie i myślałam już tylko o Łukaszu... A do tego powiedział do mnie mała?!
Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko na niego patrzyłam zmieszanym wzrokiem. W sumie po co miałabym przychodzić na ich piętro, to było bez sensu.
W jednej chwili podszedł inny też starszy gościu... Złapał tamtego za ramię i powiedział:
- Ona przyszła do mnie. Przestań się kręcić i doszukiwać. - powiedział.
Gdy tamten już odszedł pomyślałam, żeby podziękować.
- Dzięki, wielkie.. - powiedziałam szybko.
- Spoko, nie ma problemu, wiem jak starsi mogą zaleźć za skórę. Jestem Bartek.
- A ja Lidia. - przedstawiłam się również.
- Co tutaj tak właściwie robisz? - zapytał.
- Szukam kolegi.
- Ok w takim razie nie przeszkadzam. - uśmiechnął się. - Tylko uważaj w okolicach tego piętra.
- Spoko, dzięki raz jeszcze. - powiedziałam, poczekałam chwilę aż zniknie za zakrętem i pobiegłam po schodach na górę...
Było ciemno i cicho, ale unosiła się woń trawki i to nawet bardzo wyczuwalnie. Otworzyłam pomieszczeni w którym była mała hodowla i rozejrzałam się. kącie siedział Łukasz. Ulżyło mi. Podeszłam bliżej. Zauważył mnie patrzył mi w oczy swoimi czerwonymi upalonymi gałkami.
Usiadłam obok niego w ciszy.
Nie wiedziałam od czego zacząć nie wiedziałam co ja mogę mu powiedzieć.
-Dlaczego przyszłaś? - spytał w końcu.
Był zdecydowanie w lepszym stanie niż ostatnio.
- Przyszłam, bo... trochę się o ciebie bałam.
Znowu popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął siedziałam koło niego tak w ciszy. Pomyślałam, że przyda mu się towarzystwo.
- Głodny jestem. - powiedział dosyć radośnie.
- Jeśli chcesz zejdę z tobą na kuchnię. Zjesz sobie coś.
Ten znowu tylko popatrzył i się uśmiechnął.
-Chciałem ci kolejny raz... podziękować.. Yyy.. Nie wiem.. co bym zrobił... Gdyby nie ty.. To było... miłe.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Jednak trochę mnie to wszystko przerażało. Nie chciłlam go pytać o jego stosunki z Michałem. Nie wiedziałam co mam robić. Przypomniało mi się jak Michał poprosił Łukasza, żeby dopilnował abym coś zjadła. Chwilę jeszcze o tym myślałam.
Łukasz nagle położył głowę na moim ramieniu.
- Chciałem ci znowu... podziękować. Za to że mnie ogarnęłaś wtedy. Dlaczego to zrobiłaś?
Przed chwilą już mi za to dziękował, ale jest upalony,czego ja się spodziewałam?
- Nie ma sprawy. Wiesz, starałam się ciebie zrozumieć. Wiem jak to jest kiedy wszyscy się na ciebie wypną.
Ten dalej nic nie powiedział tylko jakby zastanawiał się nad sensem tego co powiedziałam.
- Dlaczego to robisz? spytałam go w końcu chciałam już jakoś do niego dotrzeć.
- Robię, co? - spytał spokojnie i z uśmiechem.
- Palisz to...
- To zwykła odskocznia.
- Ale musisz codziennie? Jesteś uzależniony?
Nic nie odpowiedział. Popatrzył w dół, jakby go to zabolało, jakby to miała być prawda.
Patrzyłam na niego miałam nadzieję, że coś odpowie, on tylko milczał.
- Lukasz... Ja... Ja nie znam cię za bardzo, ale...
- Nie jestem uzależniony. - przerwał mi.
- Jesteś pewny?
- Tak. - powiedział stanowczo.
- Skoro tak mówisz, ale... Nie zaprzeczysz, że nadużywasz tej używki.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?!
- Przestań się złościć, nie przyszłam się kłócić, chcę ci jakoś pomóc. Nie chce abyś uciekał w narkotyki. Nie warto, naprawdę. Jeśli masz jakiś problem. Jestem gotowa ci pomóc. Nie powiem nic nikomu... zaufaj mi.
- Uf, Uf, Uf!! - zaczął nabijać się Łukasz.
Powiem szczerze, że na początku mnie to zdenerwowało ale potem całkiem rozbawiło. Może Łukasz chciał rozładować całą ttę napiętą sytuację, może ciężko było mu o tym ze mną rozmawiać, znamy się dopiero kilka tygodni. Gdy skończyliśmy się śmiać nastała krępująca cisza.
- Dziękuję ci. - powiedział Łukasz i przytulił mnie do siebie. - Obiecuję ci ... że wszystko ci wytłumaczę... Najpierw potrzebuję kogoś kto po prostu przy mnie będzie. Chcę czuć, że mam kogoś.
- Jasne. - powiedziałam.
Łukasz położył się na deskach.
- Potrzebuję odpocząć. Potrzebuję ciszy... Ale... Nie chcę być tu sam.
- Jasne. - powiedziałam. - Mogę zostać, ile tylko potrzebujesz. Położyłam się obok. On objął mnie i leżeliśmy tak... W ciszy... Ciesząc się swoją obecnością.....
6. zrobisz co uważasz
Było późno. Moje współlokatorki już spały ja tylko leżałam w ciemnościach i myślałam. Nawet nie wiem dlaczego moje myśli ostatnio cały czas odbiegały do Michała. Myślałam o nim praktycznie cały czas. Myślałam o jego blond włosach o jego niebieskich oczach o naszym spotkaniu w łazienkach. Niby najnormalniejsza sytuacja, ale dziwnie się wtedy poczułam, jakby jego spojrzenie coś znaczyło, jakby chciał coś mi powiedzieć, przekazać tylko patrząc ... Samym wzrokiem...
Z rozmyślań wyrwał mnie ktoś, kto wleciał do naszego pokoju jak oparzony. Zapalił światło i wtedy dostrzegłam, że to kolega Łukasza, razem grali w piłkarzyki... Tylko jak on miał na imię...
W każdym razie ja też od razu się zerwałam, dziewczyny na szczęście się nie obudziły.
- Zgaś światło - powiedziałam i zapaliłam małą lampkę, która leżała przy moim łóżku.
Ten posłusznie zgasił światło. Patrzył na mnie przejętym wzrokiem i jakby nie wiedział od czego zacząć. Był rozkojarzony i szybko oddychał.
- Co jest? - spytałam zauważając jego zachowanie.
- No... Ja... Tzn bo... Łukasz... On się zjarał... On ... Nie wiem co zrobić...
- Czekaj , co?? - zaczynałam rozumieć, ale znacznie by mi to ułatwił gdyby mówił z sensem. - Spokojnie. Zjarał się i co z tego? Po co przyszedłeś... Wiesz, ja nic nie rozumiem.
- Kurde no! - chłopak usiadł obok mnie na łóżku zakrył twarz dłońmi. - Ja też się zjarałem, nie wiem jak mu pomóc, nie wiem co mam zrobić.
- Dlaczego przyszedłeś akurat po mnie? Nie możesz iść po Michała? To jego przyjaciel.
- Nie, nie... Proszę cię. Obiecałem, że Michał się nie dowie... Lidia? Tak? Dobrze zapamiętałem?
- Tak, tak... A ty jak?
- Kamil, w każdym razie, Lidia, Michał odpada. Nie wiem za bardzo sam co zrobić, więc przyszedłem po ciebie tylko dlatego, że widzę jak na ciebie patrzy.
-Kto? - zapytałam zdziwiona, była noc a my prowadziliśmy taką trochę bezsensu rozmowę.
- Łukasz. Kurde, padam na ryj. Spaaać. - ziewnął - Łukasz jest gdzieś w łazienkach. - znowu ziewnął.
- Ok. Co ja mam zrobić?
- Nie wiem, ale ja nic nie wiem trochę nie ogarniam i gadam od rzeczy do tego już prawie śpię, zrób z tym co uważasz. - powiedział po czym wstał i wyszedł chwiejnym krokiem.
Przez chwilę siedziałam osłupiała i starałam się zrozumieć co przed chwilom powiedział do mnie Kamil.
Po chili bez najmniejszego zastanowienia narzuciłam na piżamę pierwszą lepszą bluzę i poszłam do łazienek. Weszłam już praktycznie wszędzie nigdzie nie było Łukasza. Ostatnia kabina mi została... Podeszłam, uchyliłam drzwi ... i moim oczom ukazał się Łukasz. Leżał na ziemi i cicho chichotał, do tego był obrzygany.
- Co tu robisz? - ukucnęłam obok niego.
Wydała z siebie jakiś dziwny dźwięk poruszył lekko głową ale można było się domyślić , że nie jest w stanie się podnieść...
Stałam tak nad nim i nie miałam pojęcia co ja mam teraz zrobić. Co mam z nim zrobić, był ode mnie większy w życiu bym go stamtąd nie wytargała.
Jednak w internacie panowała idealna cisza. Wszyscy spali, a ja kogo miałam obudzić? Jedyna osoba, która przyszła mi na myśl to Michał, ale nie chciałam robić zamieszania. Gdy tak patrzyłam na Łukasza byłam bardzo przejęta, tym w jakim on jest stanie. Zrobiło mi się go żal i szkoda. Dlaczego ucieka w narkotyki?
Postanowiłam spróbować. Najpierw poszłam po ręczniki papierowe i wytarłam jego bluzę z jego własnych wymiocin. Działałam pod wpływem jakiegoś impulsu, ponieważ w życiu nie zbliżyłabym się do obrzyganego co dopiero bym wytarła. Jednak w tamtej chwili było to dla mnie oczywiste i konieczne. Gdy już go w miarę wytarłam, złapałam go pod pachami i wytargałam z łazienek, w korytarzu musiałam poruszać się szybko by nikt nas nie zauważył. poszłam z nim do naszego pokoju. Maja nie spała.
- Cop to ma być?! - spytała przejęta.
-Zjarał się chciałam mu pomóc.
- To zaprowadź go do pokoju a nie go tu przytachałaś!
- Cicho bo obudzisz Izkę. - mówiłam spokojnie. - Michał nie może dowiedzieć się w jakim on jest stanie. - dodałam. - Pomóż mi położyć go na łóżku.
Maja podeszła i złapała go za nogi a ja za ręce. Położyłam go w moim łóżku. Ściągnęłam jego bluzę i spodnie po czym przykryłam go kołdrą. Siedziałam tak na brzegu łóżka i nie mogłam uwierzyć w całą ta dziwaczną sytuację. Powinnam zaprowadzić go do jego pokoju. Co powie Michał kiedy obudzi się a jego współlokatora nie będzie w pokoju? Co powie Izka gdy go rano zobaczy... Nie wiedziałam już nic. Było mi szkoda Łukasza, starałam się zrozumieć jego sytuację, jednak nie mogłam. Nie mogłam zrozumieć dlaczego ćpał?? Rozumiem od czasu do czasu. Wszystko jest dla ludzi,tylko ... z głową. On jakby ie miał umiaru. Ciągle chodził upalony. Wiem, że Michał tez jara, ale nie tak często, wręcz można by było pomyśleć że rzadko. Ciekawiły mnie stosunki Michała i Łukasza. Dlaczego Łukasz i Kamil nie chcieli aby Michał się o tym dowiedział, przecież to przyjaciel Łukasza na pewno by mu pomógł.
Byłam już zbyt zmęczona na rozmyślanie nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.
Obudziła mnie Izka.
- Lidia... Lidia... - mówiła szeptem. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na nią pytająco.
- Co robicie razem w łóżku?
Przez chwilę zlasował mi się mózg, nie wiedziałam o co może jej chodzić, gdy się wyprostowałam zauważyłam Łukasza, który spał jak zabity w moim łóżku a ja się do niego przytulałam... Od razu się oderwałam i wstałam na równe nogi.
- Izka... to ... to długa historia. - rozejrzałam się po pokoju. - Gdzie Maja?
- Poszła na śniadanie. Mi się nie chciało a ty...
-Chodźmy na balkon. - rzuciłam pospiesznie. Gdy wyszłyśmy Iza popatrzyła na mnie jakby oczekiwała wyjaśnień.
- Co? -spytałam.
-Nie nic. Tylko wiesz, Łukasz w twoim łóżku itd.
-Proszę cie nie wyciągaj pochopnych wniosków. On się wczoraj zjarał, obrzygał i przyszedł Kamil...
- Kto?
- ... Kamil, jego kumpel i powiedział mi o tym i gadał coś w stylu '' Michał nie może się o tym dowiedzieć'' a ja się jego posłuchałam. Na początku chciałam go olać ale zrobiło mi się szkoda Łukasza więc poszłam i go tu przyprowadziłam, wczoraj dużo rozmyślałam i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. - powiedziałam na jednym tchu.
- Tłumaczy się winny. - uśmiechnęła się Iza.
- Bardzo zabawne. - powiedziałam ironicznie. Iza poczęstowała ,nie papierosem i zapaliłyśmy.
Siedziałam z Izką i czekałyśmy jak Łukasz się obudzi. W końcu wstał... Wszystko widziałysmy przez drzwi balkonowe...
-Zostań na balkonie - powiedziałam do Izy. - Ja pójdę.
Weszłam do pokoju i podeszłam do Łukasza, który siedział zdezorientowany na łóżku.
-Hej. - uśmiechnęłam się.
-Co? Cześć. Cześć. Co... C-co ja t-tu robię? - zająkał się. Słodko,pewnie się denerwuje.
- Nie martw się. Po prostu wczoraj trochę przesadziłeś z trawką. - powiedziałam, dalej się uśmiechając.
- N-nic nie p-pamię... t-tam.
Zaczął mnie niepokoić tym jąkaniem.
- Dobrze się czujesz? - spytałam przęjeta.
- Genialnie. - jakby oprzytomniał.- Tylko nie rozumiem paru spraw. Chociażby c-co tu robie?
- Spokojnie. Ja... Tylko... NO wiesz upaliłeś się... Ja...
Nie wiedziałam za bardzo jak mam się wytłumaczyć.
- Dziękuje. - powiedział tylko i głupkowato się uśmiechnął. - Jestem ci dłużny.
- Nie jesteś. - powiedziałam
Popatrzył mi głęboko w oczy. Po chwili przytulił mnie mocno do siebie. Nie wiedziałam jak mam na to zareagować. Też się do niego przytuliłam. Staliśmy tak dosyć długo. Wtedy Łukasz pocałował mnie w czoło i powiedział '' Jesteś wspaniała'' - po czym szybko się odkleił zabrał swoją bluzę i wyszedł. Stałam tak osłupiała aż wyszła Izka. Uśmiechnęła się do mnie ale nie poruszała tego tematu.
W szkole podszedł do mnie Kamil.
- Matko dzięki ci wielkie. - powiedział.
- Nie ma sprawy, już nie będziecie tego chyba rozpamiętywać pół roku.
- Po prostu chcę żebyś wiedziała, że jestem ci wdzięczny... I nie tylko ja.
- Tak wiem i doceniam to. - uśmiechnęłam się.
poniedziałek, 14 lipca 2014
5. czas pokaże
Pisałam wypracowanie razem z Majką kiedy nagle do pokoju wbiegła Izka.
- Nie uwierzycie!
- Co? - spytałam.
- Michał i Lukasz zgodzili się , żebyśmy się dzisiaj z nimi upalili!!
-Co? - spytałam jakby wcale te słowa do mnie nie dotarły...
- Doskonale wiesz, że ja odpadam. - powiedziała Maja.
- Będzie jeszcze jakiś chłopak z trzeciej klasy. - powiedziała rozmarzona Izka.
- No nie wiem, czy to aby na pewno taki dobry pomysł. - powiedziałam a Izka zmierzyła mnie wzrokiem.
- Jak to nie? Nie spinajcie dupy...
- W sumie no.. mogłybyśmy ale czy to już koniecznie dzisiaj? - spytałam, bo trochę się bałam nie byłam na to przygotowana, potrzebowałam czasu. - Umówmy się z nimi, może np weekend, kiedy nie będziemy musiały iść następnego dnia do szkoły.
-W sumie nie głupie. Pogadam z nimi. - powiedziała Izka i wyszła.
Potem postanowiłam iść razem z Mają na świetlicę. Tam siedziały jakieś dziewczyny, które podeszły do nas i zaczęły:
- Hej dziewczyny. Ja jestem Beata a ona to Patka. Chodzimy do drugiej klasy i chciałyśmy wam zaproponować zajęcia taneczne, które odbywają się dwa razy w tygodniu na świetlicy.
Powiedziałyśmy, że jeszcze to przemyślimy i damy im znać ale ja już znałam odpowiedź. Nie zamierzam tańczyć ponieważ nie umiem a do tego nie lubię, więc odpada.
Wieczorem zeszłam normalnie na kolację a potem oglądałyśmy horror. Potem bałam się zasnąć, po prostu wszystko wyglądało podejrzanie. Ale w końcu udało mi się zasnąć.
Następnego dnia byłam strasznie zmęczona i nie miałam na nic ochoty. Nie poszłam na obiad, zamiast tego poszłam spać. Jak się wieczorem okazało znowu zaspałam na kolację. Na obiad nie poszłam specjalnie ale miałam nadzieję, że pójdę na kolację. Załamałam się po prostu.
Siedziałam w pokoju i rozpaczałam, dziewczyny poszły na dół posiedzieć a ja nie miałam najmniejszej ochoty, byłam głodna i zła na siebie.
Nie za bardzo wiedziałam co ja mam teraz ze sobą zrobić. I wtedy wszedł do pokoju chwiejnym krokiem Łukasz.
Miał rozczochrane włosy i był zaspany.
-Co tu robisz? - spytałam.
- Michał mnie przysłał.
- Co? Jak to?
-Oj wygadałem się. - zaczął trzeć oczy. - Sorki jestem trochę zaspany. Ale skoro i tak powiedziałem już za dużo. Michał nie widział Cię na obiedzie ani na kolacji i się zmartwił, ale sam poszedł na trening koszykówki, więc poprosił mnie abym przypilnował, żebyś coś zjadła.
Zaskoczyły mnie jego słowa. Dlaczego Michał tak bardzo zmartwił się mną i chciał abym coś zjadła. Jakoś nikt inny nie zwrócił na mnie uwagi. Przypomniało mi się od razu nasze spotkanie w łazience.
Po jakimś czasie już siedziałam z Łukaszem w spiżarni na skrzynkach i zajadaliśmy się różnymi smakołykami. Serio w tej spiżarni jest tyle pysznego jedzenia, a oni faszerują nas jakimś obrzydlistwem.
- Smacznego. - powiedział Łukasz z pełną buzią.
- Jak pies je to nie szczeka. - upomniałam go. - Zresztą mówisz to trochę po fakcie bo już kończymy.
- Mam nieco spóźniony zapłon.
Zaczęliśmy się śmiać w końcu gdy skończyliśmy wróciliśmy na górę. A dziewczyny jak zwykle na mnie naskoczyły.
-Czyżbyś znowu zniknęła razem z Łukaszem? - spytała Izka opierając się pod boki.
- Nooo... tak, ale...
-Żadnego ale... przyznaj się.
-Do czego?
- No przyznaj się że ci się podoba.
- Hahaha Co?! Nie akurat on mi się nie podoba.- powiedziałam i jakoś mimowolnie pomyślałam o Michale.
- Akurat on? Czyli kto? Kto ci się podoba?
- Nikt. Jakoś tak mi się powiedziało.
- Pewnie Michał. - zagadnęła Iza a ja czułam jak się czerwienię.
-Wcale nie! - odpaliłam i od razu odwróciłam się do półki aby nie było widać tego odcienia purpury na moich policzkach.
Następnego dnia w szkole znowu byłam strasznie rozdrażniona, nie wiem dlaczego. Idąc korytarzem na przerwie zderzyłam się z kimś. Był to Michał. Przez niego upadła moja torba i książki się z niej wysypały. Od razu wzięłam się do ich pozbierania. Michał ukucnął obok ale skarciłam go.
- Daj sobie spokój. Sama je pozbieram nie jestem kaleką.
widziałam że się spłoszył. Wstał i gdy już odchodził rzucił tylko ''sorki za to'' w moją stronę, po czym zniknął gdzieś w tłumie. Moje serce biło jak oszalałe pozbierałam książki i poszłam na lekcje.
Po szkole poszłam na obiad i gdy tak siedziałyśmy dosiedli się do nas Michał i Łukasz.
-Siema. - przywitał się Łukasz. Michał się tylko uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, nie miałam już tak potwornego humoru ani nie miałam mu za złe że musiałam sama pozbierać książki które wysypały się z torby którą on wytrącił mi z rąk. Po prostu to chyba oczywiste, że życie to nie jest komedia romantyczna, tylko rzeczywistość, więc to chyba oczywiste że stanie się po prostu inaczej.
Późnym popołudniem Ja, Izka, Maja, Michał i Łukasz graliśmy w piłkarzyki z innymi znajomymi.
Było całkiem przyjemnie.
Potem się uczyłam i gdy już się położyłam nie mogłam uwolnić myśli od Michała i jego troskliwości.
Sama nie wiem czy on mi się podoba ciężko to okreslić. Czas pokaże.
4. głód
Wieczorem chciałam porozmawiać z Mają ale ona powiedziała tylko:
-Daruj sobie nie mam ochoty o tym gadać. No nie ważne już, to ich sprawa.
Nie chciałam więc tego ciągnąc, skoro ona sobie odpuściła, to git.
Izka poprosiła mnie bym pokazała jej miejsce gdzie to się znajduje. Nie zabardzo wiedziałam co powiedzieć, gdybym jej pokazała mogłaby zrobić coś głupiego. Też nie wiem co chłopaki by na to powiedzieli. Powiedziałam że jestem zmęczona i jakos nie mam ochoty tam iść, że po prostu się boję. Izka szybko dala sobie spokój jakby jej nie zależało.
Następnego dnia w szkole poznałam już praktycznie całą klasę i myślę że bede się z nimi dobrze dogadywać. Ludzie w szkole też wydawali się całkiem w porządku.
Po szkole byłam z Izą na mieście ale tym razem wrociłyśmy wcześniej niz wczoraj. Po obiedzie siedziałyśmy w parku.
- Wiesz coś musi być nie tak, że Maja spina dupe o tą baczkę... - powiedziała Iza.
-Wiesz nie nam to oceniać. Może po prostu nie chce mieć styczności z narkotykami.
- A ty chcesz?
- No nie...
- No własnie a nie spinasz dupy. - powiedziała.
-Nie powiedziałam, że nie chcieałabym kiedyś spróbować.
-Serio? - Izka jakby rozpromieniała.
- No ... w życiu trzeba wszystkiego spróbować xD
-Widzisz, takie podejście mi się podoba.
Siedziałysmy tam dosyć długo i gadałysmy i paliłyśmy. No na szczęście wszędzie były drzewa i krzaki więc na pewno nikt nas nie widział.
- Skoro utknęłyśmy w tym internacie przydałoby się znaleść jakieś zajęcie.
-Co masz na myśli?
- Coś konkretnego.
- Nie przesadzaj bo szybko ci się wszystko znudzi. - powiedziałam.
- Słuszna uwaga- zaśmiała się Iza.
Wróciłyssmy do pokoju i troche się przygotowywałyśmy do szkoły.
Na kolacji nie dostrzegłam nigdzie Łukasza, ponieważ Michał siedział sam.
- Dziewczyny, może dosiądziemy się do niego. - powwiedziałam. - Patrzcie siedzi tak samiutki.
- A gdzie ten.. no jak mu tam... - próbowała zagadnąć Izka.
-Łukasz?- spytałam.
- O no tak. Właśnie on. Zawsze są razem, gdzie go zgubił.
-Nie wiem, ale można usiąść i się dowiedzieć. - podsumowałam.- Co ty na to Majka?
- Jak wolicie. Ja zostaję.
Obie z Izką popatrzyłyśmy na nia pytająco a ona uśmiechnęła się.
-Serio jeśli chcecie to idźcie nie mam nic przeciwko, po prostu posiedzę tutaj.
Razem z Izką podeszłyśmy do Michała, który gdy tylko nas dostrzegł uśmiechnął się szeroko.
Zapytałyśmy czy możemy usiąść z nim powiedział, że nie ma nic przeciwko. Gdy usiadłyśmy życzył nam smacznego.
-Gdzie masz kolegę? - spytała Izka.
-śpi.
- Jak to śpi? Jest kolacja. - zaśmiałam się.
- No ale on woli spać niz pojeść. - zaśmiał się Michał.
Gdy wróciłyśmy do pokoju Maja powiedziała do nas praktycznie od razu:
- Dziewczyny nie miejcie mi tego za złe, że ostatnio tak się foszyłam. Po prostu bardzo się starałam, żeby trafić do tej szkoły. Tak samo było zresztą z internatem, nie chciałabym teraz wylecieć. Mieszkam na totalnym zadupiu. Nikogo tam nie mam.
Jakbym słyszała siebie. Idealnie się dogadałyśmy z Majką mówiłysmy ze nie mamy jej tego za złe. Ona powiedziała, że postara się to zmienić, ale przecież nie musi. Ja mimo wszystko bym jej nie odrzuciła. Każdy ma swoje wartości i rozumiem że ta cała afera z zielskiem na strychu mogła się jej nie spodobać. Więc mimo wszystko. Mogła tylko podejść łagodniej do sprawy.
Majka poszła do świetlicy zostawiając mnie i Izkę same w pokoju.
-Idziemy na dół? - spytała mnie Iza.
- Gdzie konkretnie i po co?
- Na świetlicę?
- Hmm... Nie dzięki. Może jutro. Jestem już zmęczona pójdę do łazienki.
- Uważaj bo to ogolnodostępna łazienka, możesz spotkać tam nagiego faceta Hahahhaha.
Wiem, że jest ogolnodostępna. Wczoraj widziałam tam kilku chłopaków z początku myślałam ze pomyliłam łazienki ale po czasie zorientowałam się ze jest dla ogółu.
Teraz gdy tam szłam były pustki.
Znajdowałam się w pomieszczeniu z umywalkami i nagle z kabin wyszedł Michał. Był kompletnie nagi. Jedynie miał ręcznik owinięty wokół/... No można się domyślić.
Popatrzył na mnie i się uśmiechnął a ja stałam spłoszona i patrzyłam w jego oczy. Miał wyraznie niebieskie oczy. Były szczęsliwe a ja pewnie gapiłam sie jak jakiś debil.
W końcu przerwał niezręczną ciszę:
- Nie za wcześnie na kąpiel?
- Nigdy nie jest za wcześnie. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- No jeszcze nawt kolacji nie było.
- No wiem, ale jednak wolę teraz niż potem natykać się na niewiadomo kogo.
- Hahah no przecież. - zaśmiał się Michał. Dalej patrzyłam mu w oczy on mi również. Miał morkawe włosy. Strasznie miałam ochotę je dotknąć nie mam pojęcia dlaczego. To taki chwilowy impuls.
Jednak w pore się opamiętałam i ominęłam Michała wchodząc do nastpnego pomieszczenia w którym znajdowały się kabiny prysznicowe.
Szybko się wymyłam i poszłam do pokoju cały czas rozmyślałam o moim dziwnym spotkaniu z Michałem w łazienkach. Położyłam się i zasnęłam.
Nagle ze snu wyrwał mnie głos cieszących się dziewczyn.
- Co jest? - spytałam.
-Przespałlaś kolację. Zupełnie jak Łukasz. - powiedziała Izka.
- On też? Znowu?
- Tak właśnie. Hahah - zaśmiała sie Maja tym razem.
- Dajcie spokoj.
Poszłam z Izą zapalić na balkon i poczułam że jednak jestem głodna.
Bardzo głodno. Wyszłam więc i zeszłam na dół, niestety stołówka była zamknięta a w mooim brzuchu dosyć glośno zaburczało , jak mogłam przespać kolacje?!
Nagle zauważyłam Łukasza,który szedł w stronę kuchni, gdzie wchodzić nam nie było wolno.
- Ej. Łukasz, gdzie ty idziesz? - spytałam go a on nieco się spłoszył jakby dopiero mnie dostrzegł.
- Ooo... Siema... Emmm.. Ja ten... Bo ... Bo ja przespałem kolację i ...
- Spoko, ja też przespałam i jestem głodna. - powiedziałam i w tym momencie bardzo głośno zaburczało mi w brzuchu bo nawet Łukasz to usłyszał. Zaczął się ze mnie nabijać po czym powiedział:
-Jeśli chcesz chodź ze mną, ale to będzie ryzykowne. - powiedział.
- Spoko. - odpowiedziałam. - Muszę coś zjeść.
-Wiem coś o tym- odpowiedział i otworzył drzwi od kuchni.- Tylko zachowuj się cichutko. - popatrzył na mnie i zaczął mnie prowadzić.
Szłam za nim wąskim korytarzem i starałam się być najciszej jak potrafiłam, ale czułam że jak zaraz czegoś nie zjem znowu będzie dało się usłyszeć burknięcie mojego brzucha.
Nagle Łukasz otworzył drzwi i wszedł do małego pomieszczenia a ja weszłam za nim. Była to chyba jakaś spiżarnia. Wszędzie stało pełno skrzyń zapewne pełnych jedzenia, Lukasz poszedł na sam konie i po skrzyniach wlazł na samą górę.
-Chodź tutaj. - uśmiechnął się do mnie.
-Obawiam się że nie dam rady.
-Dasz, wierzę w ciebie. - znowu się uśmiechnął.
Po kilku próbach w końcu za jego małą pomocą udało mi się tam wejść. A Łukasz spytał.
-Na co masz ochotę Lidka?
Nikt dawno nie mówił do mnie Lidka, to słodkie z jego strony. W sumie tylko tato tak mnie nazywał w dzieciństwie.
- Na cokolwiek.
- Lubisz zapiekanki? - spytał.
-Jasne. - odpowiedziałam.
-A zjesz dwie?
-Hmm.. Jedna mi wystarczy.
- Jak tam sobie chcesz ja biorę dwie. - powiedział po czym wstał.
-Schodzimy? - spytałam.
-Nieeee.... Zostań tu a ja za moment wrócę.
Łukasz sprawnie zszedł ze skrzyń i zniknął mi z pola widzenia. Trochę się bałam że zostanę tam sama ale wszędzie do okoła było pełno jedzenia co mnie bardzo pocieszało.
Zajrzałam do jednej skrzynki, była wypełniona zapiekankami. Inna ciastkami następna sokami. Pode mną pewnie tez znajdowała się kupa żarcia. W tej spiżarni było dosyć ciemno, ale gdzieniegdzie świeciły się pomarańczowo czerwone lampy, co nadawało temu miejscu klimatu. Czekałam jeszcze chwilę po czym usłyszałam że ktoś wchodzi.
- Zapakujcie to tutaj panowie. - usłyszałam ochrypiały głos jakieś kobiety. Zapewne któraś z kucharek. Siedziałam tak i wgłębiłam się nieco w te skrzynie. Trochę się bałam, no dobra tak szczerze to ''srałam po gaciach''. Miałam nadzieje, że Łukasz nie uciekł i mnie tu nie zostawił. Bo nie wiem co bym zrobiła.
Gdy wszystko ucichło a tamci ludzie opuścili spiżarnie u słyszałam za sobą szmery. Pierwsze co przyszło mi do głowy to szczury ale zza kilku skrzynek wyszedł Łukasz z zapiekankami.
- Gdzie byłeś? - spytałam.
-Podgrzać jedzonko. - uśmiechnął się głupkowato.
- Ok. - powiedziałam. - może lepiej się zbierajmy przed chwilom ktoś tu był.
-Wiem, zwożą towar.
Podał mi moją zapiekankę a sam zaczął wsuwać swoją ja też zjadłam ponieważ dalej byłam głodna.
Gdy tak jedliśmy coś zawibrowało mi w kieszeni. Dostałam sms'a. Wyciągnęłam telefon i zauważyłam trzy sms'y.
Pierwszy:
Gdzie jestes? Od: MajkaXD
Drugi:
Lidia gdzieś ty zniknęła? Od: MajkaXD
Trzeci:
Elo, gdzieś polazła, przyznaj się ;D Od: Izka :)
Spojrzałam na zegarek, było juz całkiem późno więc szybko wcisnęłam końcówkę zapiekanki i ponagliłam Łukasza. Zjadł w oka mgnieniu i szybko mnie stamtąd wyprowadził.
Szliśmy już schodami w górę , postanowiłam mu za to podziękować.
- Dziękuję. - powiedziałam w końcu nieśmiało.
-Hehe Za co? - zaśmiał się.
- Za to że zabrałeś mnie tam ze sobą i przygotowałeś te zapiekanki. Byłam naprawdę głodna. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy. - powiedział. - Bóg kazał się dzielić.
- Ale to nie należało do ciebie.
- Wszystko jest od Boga a on kazał głodnych nakarmić. - zaczął się chichrać Łukasz. Po czym on poszedł do siebie a ja do siebie. Gdy weszłam do pokoju dziewczyny spojrzały na mnie badawczo i natychmiast kazały mi się wytłumaczyć. Miałam wątpliwości cczy im to opowiedzieć ale po chwili jednak opowiedziałam.
Dlaczego miałabym tego nie robić? W końcu to moje nowe i pierwsze przyjaciółki.
-Daruj sobie nie mam ochoty o tym gadać. No nie ważne już, to ich sprawa.
Nie chciałam więc tego ciągnąc, skoro ona sobie odpuściła, to git.
Izka poprosiła mnie bym pokazała jej miejsce gdzie to się znajduje. Nie zabardzo wiedziałam co powiedzieć, gdybym jej pokazała mogłaby zrobić coś głupiego. Też nie wiem co chłopaki by na to powiedzieli. Powiedziałam że jestem zmęczona i jakos nie mam ochoty tam iść, że po prostu się boję. Izka szybko dala sobie spokój jakby jej nie zależało.
Następnego dnia w szkole poznałam już praktycznie całą klasę i myślę że bede się z nimi dobrze dogadywać. Ludzie w szkole też wydawali się całkiem w porządku.
Po szkole byłam z Izą na mieście ale tym razem wrociłyśmy wcześniej niz wczoraj. Po obiedzie siedziałyśmy w parku.
- Wiesz coś musi być nie tak, że Maja spina dupe o tą baczkę... - powiedziała Iza.
-Wiesz nie nam to oceniać. Może po prostu nie chce mieć styczności z narkotykami.
- A ty chcesz?
- No nie...
- No własnie a nie spinasz dupy. - powiedziała.
-Nie powiedziałam, że nie chcieałabym kiedyś spróbować.
-Serio? - Izka jakby rozpromieniała.
- No ... w życiu trzeba wszystkiego spróbować xD
-Widzisz, takie podejście mi się podoba.
Siedziałysmy tam dosyć długo i gadałysmy i paliłyśmy. No na szczęście wszędzie były drzewa i krzaki więc na pewno nikt nas nie widział.
- Skoro utknęłyśmy w tym internacie przydałoby się znaleść jakieś zajęcie.
-Co masz na myśli?
- Coś konkretnego.
- Nie przesadzaj bo szybko ci się wszystko znudzi. - powiedziałam.
- Słuszna uwaga- zaśmiała się Iza.
Wróciłyssmy do pokoju i troche się przygotowywałyśmy do szkoły.
Na kolacji nie dostrzegłam nigdzie Łukasza, ponieważ Michał siedział sam.
- Dziewczyny, może dosiądziemy się do niego. - powwiedziałam. - Patrzcie siedzi tak samiutki.
- A gdzie ten.. no jak mu tam... - próbowała zagadnąć Izka.
-Łukasz?- spytałam.
- O no tak. Właśnie on. Zawsze są razem, gdzie go zgubił.
-Nie wiem, ale można usiąść i się dowiedzieć. - podsumowałam.- Co ty na to Majka?
- Jak wolicie. Ja zostaję.
Obie z Izką popatrzyłyśmy na nia pytająco a ona uśmiechnęła się.
-Serio jeśli chcecie to idźcie nie mam nic przeciwko, po prostu posiedzę tutaj.
Razem z Izką podeszłyśmy do Michała, który gdy tylko nas dostrzegł uśmiechnął się szeroko.
Zapytałyśmy czy możemy usiąść z nim powiedział, że nie ma nic przeciwko. Gdy usiadłyśmy życzył nam smacznego.
-Gdzie masz kolegę? - spytała Izka.
-śpi.
- Jak to śpi? Jest kolacja. - zaśmiałam się.
- No ale on woli spać niz pojeść. - zaśmiał się Michał.
Gdy wróciłyśmy do pokoju Maja powiedziała do nas praktycznie od razu:
- Dziewczyny nie miejcie mi tego za złe, że ostatnio tak się foszyłam. Po prostu bardzo się starałam, żeby trafić do tej szkoły. Tak samo było zresztą z internatem, nie chciałabym teraz wylecieć. Mieszkam na totalnym zadupiu. Nikogo tam nie mam.
Jakbym słyszała siebie. Idealnie się dogadałyśmy z Majką mówiłysmy ze nie mamy jej tego za złe. Ona powiedziała, że postara się to zmienić, ale przecież nie musi. Ja mimo wszystko bym jej nie odrzuciła. Każdy ma swoje wartości i rozumiem że ta cała afera z zielskiem na strychu mogła się jej nie spodobać. Więc mimo wszystko. Mogła tylko podejść łagodniej do sprawy.
Majka poszła do świetlicy zostawiając mnie i Izkę same w pokoju.
-Idziemy na dół? - spytała mnie Iza.
- Gdzie konkretnie i po co?
- Na świetlicę?
- Hmm... Nie dzięki. Może jutro. Jestem już zmęczona pójdę do łazienki.
- Uważaj bo to ogolnodostępna łazienka, możesz spotkać tam nagiego faceta Hahahhaha.
Wiem, że jest ogolnodostępna. Wczoraj widziałam tam kilku chłopaków z początku myślałam ze pomyliłam łazienki ale po czasie zorientowałam się ze jest dla ogółu.
Teraz gdy tam szłam były pustki.
Znajdowałam się w pomieszczeniu z umywalkami i nagle z kabin wyszedł Michał. Był kompletnie nagi. Jedynie miał ręcznik owinięty wokół/... No można się domyślić.
Popatrzył na mnie i się uśmiechnął a ja stałam spłoszona i patrzyłam w jego oczy. Miał wyraznie niebieskie oczy. Były szczęsliwe a ja pewnie gapiłam sie jak jakiś debil.
W końcu przerwał niezręczną ciszę:
- Nie za wcześnie na kąpiel?
- Nigdy nie jest za wcześnie. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- No jeszcze nawt kolacji nie było.
- No wiem, ale jednak wolę teraz niż potem natykać się na niewiadomo kogo.
- Hahah no przecież. - zaśmiał się Michał. Dalej patrzyłam mu w oczy on mi również. Miał morkawe włosy. Strasznie miałam ochotę je dotknąć nie mam pojęcia dlaczego. To taki chwilowy impuls.
Jednak w pore się opamiętałam i ominęłam Michała wchodząc do nastpnego pomieszczenia w którym znajdowały się kabiny prysznicowe.
Szybko się wymyłam i poszłam do pokoju cały czas rozmyślałam o moim dziwnym spotkaniu z Michałem w łazienkach. Położyłam się i zasnęłam.
Nagle ze snu wyrwał mnie głos cieszących się dziewczyn.
- Co jest? - spytałam.
-Przespałlaś kolację. Zupełnie jak Łukasz. - powiedziała Izka.
- On też? Znowu?
- Tak właśnie. Hahah - zaśmiała sie Maja tym razem.
- Dajcie spokoj.
Poszłam z Izą zapalić na balkon i poczułam że jednak jestem głodna.
Bardzo głodno. Wyszłam więc i zeszłam na dół, niestety stołówka była zamknięta a w mooim brzuchu dosyć glośno zaburczało , jak mogłam przespać kolacje?!
Nagle zauważyłam Łukasza,który szedł w stronę kuchni, gdzie wchodzić nam nie było wolno.
- Ej. Łukasz, gdzie ty idziesz? - spytałam go a on nieco się spłoszył jakby dopiero mnie dostrzegł.
- Ooo... Siema... Emmm.. Ja ten... Bo ... Bo ja przespałem kolację i ...
- Spoko, ja też przespałam i jestem głodna. - powiedziałam i w tym momencie bardzo głośno zaburczało mi w brzuchu bo nawet Łukasz to usłyszał. Zaczął się ze mnie nabijać po czym powiedział:
-Jeśli chcesz chodź ze mną, ale to będzie ryzykowne. - powiedział.
- Spoko. - odpowiedziałam. - Muszę coś zjeść.
-Wiem coś o tym- odpowiedział i otworzył drzwi od kuchni.- Tylko zachowuj się cichutko. - popatrzył na mnie i zaczął mnie prowadzić.
Szłam za nim wąskim korytarzem i starałam się być najciszej jak potrafiłam, ale czułam że jak zaraz czegoś nie zjem znowu będzie dało się usłyszeć burknięcie mojego brzucha.
Nagle Łukasz otworzył drzwi i wszedł do małego pomieszczenia a ja weszłam za nim. Była to chyba jakaś spiżarnia. Wszędzie stało pełno skrzyń zapewne pełnych jedzenia, Lukasz poszedł na sam konie i po skrzyniach wlazł na samą górę.
-Chodź tutaj. - uśmiechnął się do mnie.
-Obawiam się że nie dam rady.
-Dasz, wierzę w ciebie. - znowu się uśmiechnął.
Po kilku próbach w końcu za jego małą pomocą udało mi się tam wejść. A Łukasz spytał.
-Na co masz ochotę Lidka?
Nikt dawno nie mówił do mnie Lidka, to słodkie z jego strony. W sumie tylko tato tak mnie nazywał w dzieciństwie.
- Na cokolwiek.
- Lubisz zapiekanki? - spytał.
-Jasne. - odpowiedziałam.
-A zjesz dwie?
-Hmm.. Jedna mi wystarczy.
- Jak tam sobie chcesz ja biorę dwie. - powiedział po czym wstał.
-Schodzimy? - spytałam.
-Nieeee.... Zostań tu a ja za moment wrócę.
Łukasz sprawnie zszedł ze skrzyń i zniknął mi z pola widzenia. Trochę się bałam że zostanę tam sama ale wszędzie do okoła było pełno jedzenia co mnie bardzo pocieszało.
Zajrzałam do jednej skrzynki, była wypełniona zapiekankami. Inna ciastkami następna sokami. Pode mną pewnie tez znajdowała się kupa żarcia. W tej spiżarni było dosyć ciemno, ale gdzieniegdzie świeciły się pomarańczowo czerwone lampy, co nadawało temu miejscu klimatu. Czekałam jeszcze chwilę po czym usłyszałam że ktoś wchodzi.
- Zapakujcie to tutaj panowie. - usłyszałam ochrypiały głos jakieś kobiety. Zapewne któraś z kucharek. Siedziałam tak i wgłębiłam się nieco w te skrzynie. Trochę się bałam, no dobra tak szczerze to ''srałam po gaciach''. Miałam nadzieje, że Łukasz nie uciekł i mnie tu nie zostawił. Bo nie wiem co bym zrobiła.
Gdy wszystko ucichło a tamci ludzie opuścili spiżarnie u słyszałam za sobą szmery. Pierwsze co przyszło mi do głowy to szczury ale zza kilku skrzynek wyszedł Łukasz z zapiekankami.
- Gdzie byłeś? - spytałam.
-Podgrzać jedzonko. - uśmiechnął się głupkowato.
- Ok. - powiedziałam. - może lepiej się zbierajmy przed chwilom ktoś tu był.
-Wiem, zwożą towar.
Podał mi moją zapiekankę a sam zaczął wsuwać swoją ja też zjadłam ponieważ dalej byłam głodna.
Gdy tak jedliśmy coś zawibrowało mi w kieszeni. Dostałam sms'a. Wyciągnęłam telefon i zauważyłam trzy sms'y.
Pierwszy:
Gdzie jestes? Od: MajkaXD
Drugi:
Lidia gdzieś ty zniknęła? Od: MajkaXD
Trzeci:
Elo, gdzieś polazła, przyznaj się ;D Od: Izka :)
Spojrzałam na zegarek, było juz całkiem późno więc szybko wcisnęłam końcówkę zapiekanki i ponagliłam Łukasza. Zjadł w oka mgnieniu i szybko mnie stamtąd wyprowadził.
Szliśmy już schodami w górę , postanowiłam mu za to podziękować.
- Dziękuję. - powiedziałam w końcu nieśmiało.
-Hehe Za co? - zaśmiał się.
- Za to że zabrałeś mnie tam ze sobą i przygotowałeś te zapiekanki. Byłam naprawdę głodna. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy. - powiedział. - Bóg kazał się dzielić.
- Ale to nie należało do ciebie.
- Wszystko jest od Boga a on kazał głodnych nakarmić. - zaczął się chichrać Łukasz. Po czym on poszedł do siebie a ja do siebie. Gdy weszłam do pokoju dziewczyny spojrzały na mnie badawczo i natychmiast kazały mi się wytłumaczyć. Miałam wątpliwości cczy im to opowiedzieć ale po chwili jednak opowiedziałam.
Dlaczego miałabym tego nie robić? W końcu to moje nowe i pierwsze przyjaciółki.
niedziela, 13 lipca 2014
3. chillout na maksiora
- Gdzie chcecie nas zabrać? I co chcecie pokazać? – spytała Majka.
- Coś w sam raz. – powiedział Łukasz.
- To jak idziemy? – spytał Michał.
-Dobra. Ja idę się rozejrzeć i puszcze ci strzłę. Wtedy ich
zgarniesz i wpadniecie, ok. Micha?
-Dobra, dobra leć. – powiedział Michał ze spokojem w głosie.
Niw wiedziałam co oni kombinowali ale bardzo mnie to
ciekawiło i już nie mogłam doczekać się aż nam to pokażą.
- Będzie jaaaaazda. – mówił strasznie spokojnie Michał. Gdy
cześniej z nim rozmawiałyśmy nie dało się wyczytać z niego takiego spokoju i
opanowania.
- O co wam chodzi? – spytała Majka, którą jakoś to wszystko
nie bawiło.
- Spokojnie Maja. Polubiliśmy was. Ja i Łukasz.
- Dobra super ciesze się, ale o co chodzi. Nic nie rozumiem,
wparowaliście tu tak po prostu i jak głupki się cieszycie a teraz chcecie nam
coś pokazać a ja w ogole nie mam pojęcia co jest grane.
- Słucham? –spytał ciesząc się.
Całkiem zabawna sytuacja , tylko dalej nie rozumiem
zachowania Michała.
- Piliście coś? – palnęłam prosto z mostu. A Michał spojrzał
na mnie otumaninym wzrokiem.
-Dlaczego?
- Dziwnie się zachowujesz… - powiedziałam.
-Hahahahha, nie nie piłem. – uśmiechnął się do mnie szeroko.
– Wyluzujcie dziewczyny, chcemy wam coś pokazać.
Nagle rozległ się dzwięk telefonu Michała.
-Dobra lecim… Chodźcie za mną dziewuszki.
- Gdzie my właściwie idziemy? – spytała Majka.
- Luuuzik, podążajcie za mną. – powiedział i ruszył ku
wyjsciu. Poszłyśmy za nim, chociaz byłam totalnie zdezorientowana to jednak
ciekawość wzięła górę. Szłyśmy za Michałem który szedł schodami w górę.
- Ej, a w ogole wolno nam tam wchodzić? – spytała Maja.
- Ciiiii! – odwrócił się Michał. – Bo ktoś nas usłyszy. Po
prostu nie róbcie spiny i chodźcie.
Poszłyśmy więc za nim. W końcu znalazłyśmy się jakby na
strychu.
- Co to ma być? Po co tu przyszliśmy? – gorączkowała się
Majka.
-Spokojnie dziewczyny. Już jesteśmy. – powiedział i skręcił.
Potem otworzył małe drzwiczki i wcisnął się do środka.
- Chodzcie.
- Nie, ja pasuję. – powiedziała Majka.
Już chciała iśc spowrotem ale złapałam ją za nadgarstek i szepnęłam:
- No dalej, co ci szkodzi.
- Weź przestań. Pewnie nie wolno nam tu być nie chcę wylecieć.
Nagle Łukasz wystawił głowę.
- Chodźcie tutaj. - głupkowato się uśmiechnał.
- Dawaj... - poprosiłam.
Wtedy Majka odpuściła i my równiez się tam wcisnęłiśmy to byl małe stryszkowe pomieszczenie ale to co znajdowało się w środku powaliło mnie po prostu.
-Co to ma byc? - oburzyła się Majka.
Wszędzie były porostawiane sadzonki. Sadzonki marihuany.
-To wy ćpacie?! - spytała dosyć głośno.
- Ciiiii. Cichutko! - uciszył ją Łukasz. - Wcale nie ćpamy. To nie jest ćpanie.
To wszystko wyjaśniało by ich dziwaczne zachowanie. Ale skąd oni to kurwa tutaj wzięli.
- To wasze? - spytałam
- Hahaha, właśnie nie. - zaśmiał się Łukasz. - Czaicie? Baka za free... :D
- Nie no to jakiś obłęd. Lidia wracajmy. - poprosiła mnie Maja.
- W sumie... - popatrzyłam na chłopaków, w gruncie rzeczy już nam pokazali co chcięli pokazać, po jakiego czorta miałyśmy tam dalej siedzieć i pakować się na przypał. - Dobra my już wracamy chłopaki. - powiedziałam do nich , ale oni jakby się nie przejęli. Byli zbyt pochłonięci podziwianiem zielska.
My wyszłyśmy i cichutko zeszłysmy do pokoju. Na szczęście nikt nas nie widział. Gdy weszłyśmy do pokoju Izka już tam była..
- Gdzie wy żescie były?! - oburzyła się. - Wszędzie was szukałam!
- Nie zgadniesz! - powiedziała wciąz wkurzona Majka.
- Co? Co się takiego stało, że ta oaza spokoju jest taka wściekła? - spytała mnie Izka.
-Chłopaki zaprowadzili nas w pewne miejsce.. - powiedziałam.
- Co? Jakie miejsce? Gdzieś tu, w środku?
- No tak...
- Kurde nie wierzę , nie ja cie chcę mieć z tym nic wspólnego... - dalej panikowała Maja.
-Maja, uspokój się przecież to nic takiego.
- nic takiego?! Nic takiego?! Hodowla zielska to dla ciebie nic takiego? W dodatku nie należała do nich!!
-Co???? - zdziwiła się Izka.
- No... bo chłopaki znależli czyjąś hodowlę....
- Gdzie? - spytała Izka, którą bardzo to zaciekawiło widocznie...
- No na strychu..
- Ale odjazdowo!
-Co?! - zdziwiła się Maja. - Co w tym odjazdowego?!
- paliłaś kiedyś? - spytała Izka.
- Nie i nie zamierzam. - odpowiedziała stanowczo Maja.
- A żałuj.
Potem już tylko leżałyśmy i czekałysmy na kolację.
Gdy już zbierałyśmy się do zejścia na dół na stołowkę przyszedł Michał. do nas do pokoju.
- Dziewczyny, mam nadzieję że się nie obraziłyście ani nic. - powiedział.
- Nie skąd. - odpowiedziałam. Za to Maja nie powiedziała nic a nic.
- Nie wiedziałem, że tak zareagujecie, ale wierzcie mi nie ma w tym nic złego i nie nazwałbym tego ćpaniem...
- No bez kitu. - wtrąciła Izka. - Toż to jest chiillout na maksiora :D
Sama nigdy nie paliłam, nie wiem czy bym spróbowała, na pewno nie teraz.
Na kolacji widziałam jak chłopaki ukradkiem mi się przyglądali. A może tylko mi się zdawało, nie mam pojęcia. Mimo wszystko raz moje spojrzenie ze spojrzeniem Michała się spotkały, wtedy on uśmiechnął się do mnie ciepło a ja odwzajemniłam uśmiech. Potem gdy siedziałyśmy w pokoju byłam jeszcze z Izką zapalić na balkonie, za to Majka była dalej obrażona i sobie odpuściła.
Następnego dnia w szkole było uroczyste rozpoczęcie roku. Niesstety nie chodziłam do klasy z Izką tylko z Majką. Izka chodziła do klasy z chłopakami.
Po apelu spotkałam Izkę, która poszła za szkołę zapalić. Przyłączyłam się do niej i gdy stałyśmy za szkołą podeszli MIchał , Łukasz i jakiś ich kolega.
-Siema dziewczyny. - powiedział Łukasz.
-Hej. - odpowiedziałyśmy prawie że równo.
- To jest Kamil a to Iza i Lidia. - przedstawił nas Michał. Zapaliliśmy wszyscy i Izka rzuciła hasło czy idę z nią na miasto.
-Jak to? - sppytałam. - Co z autobusem?
- Spoko jeżdzą co godzinę od 13 do 15:30 o 15:30 jest ostatni ;)
- Okej, w takim razie możemy iśc.
Połaziłyśmy trochę po sklepach i obczaiłyśmy co nie co. Było cąłkiem fajnie. Nie rozumiałam tylko dlaczego Maja była taka spięta i nieosiągalna ostatnio.
Pomyślałam że wieczorem z nią o tym porozmawiam.
Już chciała iśc spowrotem ale złapałam ją za nadgarstek i szepnęłam:
- No dalej, co ci szkodzi.
- Weź przestań. Pewnie nie wolno nam tu być nie chcę wylecieć.
Nagle Łukasz wystawił głowę.
- Chodźcie tutaj. - głupkowato się uśmiechnał.
- Dawaj... - poprosiłam.
Wtedy Majka odpuściła i my równiez się tam wcisnęłiśmy to byl małe stryszkowe pomieszczenie ale to co znajdowało się w środku powaliło mnie po prostu.
-Co to ma byc? - oburzyła się Majka.
Wszędzie były porostawiane sadzonki. Sadzonki marihuany.
-To wy ćpacie?! - spytała dosyć głośno.
- Ciiiii. Cichutko! - uciszył ją Łukasz. - Wcale nie ćpamy. To nie jest ćpanie.
To wszystko wyjaśniało by ich dziwaczne zachowanie. Ale skąd oni to kurwa tutaj wzięli.
- To wasze? - spytałam
- Hahaha, właśnie nie. - zaśmiał się Łukasz. - Czaicie? Baka za free... :D
- Nie no to jakiś obłęd. Lidia wracajmy. - poprosiła mnie Maja.
- W sumie... - popatrzyłam na chłopaków, w gruncie rzeczy już nam pokazali co chcięli pokazać, po jakiego czorta miałyśmy tam dalej siedzieć i pakować się na przypał. - Dobra my już wracamy chłopaki. - powiedziałam do nich , ale oni jakby się nie przejęli. Byli zbyt pochłonięci podziwianiem zielska.
My wyszłyśmy i cichutko zeszłysmy do pokoju. Na szczęście nikt nas nie widział. Gdy weszłyśmy do pokoju Izka już tam była..
- Gdzie wy żescie były?! - oburzyła się. - Wszędzie was szukałam!
- Nie zgadniesz! - powiedziała wciąz wkurzona Majka.
- Co? Co się takiego stało, że ta oaza spokoju jest taka wściekła? - spytała mnie Izka.
-Chłopaki zaprowadzili nas w pewne miejsce.. - powiedziałam.
- Co? Jakie miejsce? Gdzieś tu, w środku?
- No tak...
- Kurde nie wierzę , nie ja cie chcę mieć z tym nic wspólnego... - dalej panikowała Maja.
-Maja, uspokój się przecież to nic takiego.
- nic takiego?! Nic takiego?! Hodowla zielska to dla ciebie nic takiego? W dodatku nie należała do nich!!
-Co???? - zdziwiła się Izka.
- No... bo chłopaki znależli czyjąś hodowlę....
- Gdzie? - spytała Izka, którą bardzo to zaciekawiło widocznie...
- No na strychu..
- Ale odjazdowo!
-Co?! - zdziwiła się Maja. - Co w tym odjazdowego?!
- paliłaś kiedyś? - spytała Izka.
- Nie i nie zamierzam. - odpowiedziała stanowczo Maja.
- A żałuj.
Potem już tylko leżałyśmy i czekałysmy na kolację.
Gdy już zbierałyśmy się do zejścia na dół na stołowkę przyszedł Michał. do nas do pokoju.
- Dziewczyny, mam nadzieję że się nie obraziłyście ani nic. - powiedział.
- Nie skąd. - odpowiedziałam. Za to Maja nie powiedziała nic a nic.
- Nie wiedziałem, że tak zareagujecie, ale wierzcie mi nie ma w tym nic złego i nie nazwałbym tego ćpaniem...
- No bez kitu. - wtrąciła Izka. - Toż to jest chiillout na maksiora :D
Sama nigdy nie paliłam, nie wiem czy bym spróbowała, na pewno nie teraz.
Na kolacji widziałam jak chłopaki ukradkiem mi się przyglądali. A może tylko mi się zdawało, nie mam pojęcia. Mimo wszystko raz moje spojrzenie ze spojrzeniem Michała się spotkały, wtedy on uśmiechnął się do mnie ciepło a ja odwzajemniłam uśmiech. Potem gdy siedziałyśmy w pokoju byłam jeszcze z Izką zapalić na balkonie, za to Majka była dalej obrażona i sobie odpuściła.
Następnego dnia w szkole było uroczyste rozpoczęcie roku. Niesstety nie chodziłam do klasy z Izką tylko z Majką. Izka chodziła do klasy z chłopakami.
Po apelu spotkałam Izkę, która poszła za szkołę zapalić. Przyłączyłam się do niej i gdy stałyśmy za szkołą podeszli MIchał , Łukasz i jakiś ich kolega.
-Siema dziewczyny. - powiedział Łukasz.
-Hej. - odpowiedziałyśmy prawie że równo.
- To jest Kamil a to Iza i Lidia. - przedstawił nas Michał. Zapaliliśmy wszyscy i Izka rzuciła hasło czy idę z nią na miasto.
-Jak to? - sppytałam. - Co z autobusem?
- Spoko jeżdzą co godzinę od 13 do 15:30 o 15:30 jest ostatni ;)
- Okej, w takim razie możemy iśc.
Połaziłyśmy trochę po sklepach i obczaiłyśmy co nie co. Było cąłkiem fajnie. Nie rozumiałam tylko dlaczego Maja była taka spięta i nieosiągalna ostatnio.
Pomyślałam że wieczorem z nią o tym porozmawiam.
2. '' Jasne Micha. ''
Siedziałyśmy u chłopaków w pokoju i było całkiem przyjemnie.
Na pewno nie zmarnowałyśmy tego czasu, przynajmniej kogos już poznalyśmy. Ja
oczywiście mało się odzywałam bo z natury jestem nieśmiałą osobą.
- No to palaczki, poczęstujcie mnie szlugą. – powiedział Łukasz.
Iza otworzyła pudełko papierosów, kierując je w jego stronę
a on poczęstował się jednym.
- Jak to jest? Nauczyłeś się palić to kupuj sobie własne –
powiedziała Izka. Była z naszej trójki najbardziej śmiałą osobą.
- Mnie też pożesz poczęstować, tak po koleżeńsku, przy
okazji się odwdzięczę. – uśmiechnął się pogodnie Michał.
- Jasne. – powidziała Izka i jego również poczęstowała.
- A wy jaracie? – spytał Łukasz.
- Czasami. – powiedziała Majka.
Siedzieliśmy u nich jeszcze chwilę, kiedy usłyszeliśmy hałas
na korytarzu. Łukasz otworzył drzwi i wyszedł na korytarz zostawiając je
uchylone.
- … haha tak to tutaj niezdaro…
- Siema, jestem Łukasz.
Chciałabym, żeby i mnie tak łatwo było nawiązywać
znajomości, jestem z małej dziury i nikogo w sumie nie poznałam. Kilku
znajomych ze szkoły. Ciężko zaklimatyzować się z ludźmi, którzy na każdym kroku
kogoś poznają.
- Nie wiesz o co chodzi z tymi piętrami? – spytała Izka
Michała.
- Pierwszaki mają drugie piętro. Czyli my… - zaśmiał się
głupkowato.
- A reszta?
- Na ostatnim maturzyści. Na pierwszym są mieszkania…
Pracowników tej placówki a środkowe, dla środkowców. Hehe..
- Czyli w przyszłym roku przenoszą nas piętro wyzej? –
spytała Majka.
- Tak właśnie. – powiedział Michał. Wciąż głupkowato się
uśmiechając.
Pochwili wrócił Łukasz.
- To co Micha? Szlug Time.
- Ok. to my wracamy do siebie. – powiedziała Izka i wstała a
my z Majką powędrowałyśmy za nią.
Posżłyśmy do naszego słynnego 206 i zaczęłyśmy przestawiać
meble i zajęłysmy się wystrojem wnętrz. Po tej metamorfozie nasz pokój bardziej
mi się podoba.
Zajęłam sobie łóżko przy drzwiach na balkon, Majka pod oknem
a Izka pod ścianą przy drzwiach.
Popołudniu zeszlyśmy na obiad było bardzo dużo osób. Czułam
się nieco niesojo.
Stoliki były podzielone na piętra. Ogromnie wielkie i długie
potęzne drewniane stoły. My siedzieliśmy dla tym dla pierwszaków. Do stołówki
weszła dyrektorka internatu wraz z opiekunkami.
- Witajcie uczniowie. – mówiła głośno i donośnie. – Jak co
roku chciałam najserdeczniej przywitać pierwszaków. Wiecie, że nasza szkoła
cieszy się wielkim rozgłosem, dlatego też posiada ona wielu uczniów z
przeróżnych stron. Co roku witam nowe osoby w tym internacie i żegnam
kolejne. Cieszę się waszą obecnością i
rozumiem, że nie będzie w tym roku w internacie takich odlotów jakie były w
tamtym. Mam nadzieje że coponiektórzzy wreszcie zmądrzeli… - w tym momencie
dało usłyszeć się śmiechy i chichranie ze strony stoliku dla maturzystów. –
Chciałam przypomnieć o zasadach które panują w tej placówce. Proszę o
przyzwoite zachowanie i przestrzeganie regulaminu. W tym roku nikt nie będzie dla was tak pobłażliwy jak w
tamtym. Rygor został wyostrzony, chociażby to że spędzacie tutaj każdą wolną
chwilę. Nie ma już autobusów kursujących za pośrednictwem których wychowankowie
tego miejsca wyjeżdzali na miasto. Jedyne autobusy, kótre kursują do szkoły i
spowrotem. Proszę się zatem pilnować. I jeszcze jedna sprawa. Nie ma żadnego ‘’chrztu’’
dla pierwszaków. Opiekunki tego dopilnują. Oficjalne otrzęsiny odbędą się w
najbliższym czasie i wszyscy zostaniecie o tym poinformowani. Dziękuję za
wysłuchanie i życzę smacznego … - skończyła a wszyscy zabrali się za jedzenie.
Po obiedzie siiedziałyśmy w pokoju i rozpakowałysmy resztę
swoich rzeczy.
- Myślicie, że maturzyści coś wymyślili na dzisiaj… -
zagadnęła Maja.
- Co masz na myśli? –spytałam.
- Na bank coś ogarnęli. Pierwsza noc zasze jest najgorsza.
Zapewne możemy liczyć na gości – powiedziała Izka.
Chwilę jeszcze tak posiedziałyśmy i pogadałyśmy i Izka
wpadła na pomysł , żeby przejść się po parku który otaczał internat.
Jak się okazało po bokach budynku są sady i taki jakby ogród
od frontu tylko jest park. Za to jest całkiem spory i dosyć bujny. Na środku
jest fontanna, tuż przy wejściu do samego budynku zaś z tyłu są boiska i korty
tenisowe. To wszystko otacza wielki mur a brama wjazdowa jest zamknięta.
Szybko można było się domyślać, że fontanna to takie jakby
tyretorium maturzystów. Tylko oni przesiadywali na niej i wokół niej. A na
boiskach było najwięcej chłopców. Po tym łarzeniu wróciłyśmy do pokoju. Izka
wyszła na balkon zapalić a my się przyłączyłyśmy.
Pod wieczór zeszłysmy na świtlicę. Była nieco przepełniona,
wszędzie ktoś siedział. W gruncie rzeczy nie było aż tak duzo osób w tym internacie,
ale chociażby sam fakt że gdzie się nie pójdzie tam się kogoś spotka, mnie
przerażał. Siedziałyśmy na świetlicy i powiem ze było nudno. Izka słuchała
muzyki a ja i Majka już wychodziłyśmy ze skóry z nudów.
- Chce ci się tu siedzieć? – spytała mnie Maja.
- Jasne, że nie.
- Idziemy?
- Gdzie?
- Chodźmy do pokoju.
- Ok., chodźmy.
- Izka idziesz?- spytała ją Maja.
- Nie posiedzę tu trochę.
- Dobra, my spadamy. – powiedziała po czym udałyśmy się do
pokoju.
Po chwili przyszli do nas Michał i Łukasz.
- Gdzie macie Izę? – spytął Łukasz.
- Siedzi na świetlicy. – odpowiedziała Majka.
- A wy co tak same siedzicie? – spytął Michał.
-A co innego mamy do roboty? – spytałam.
Michał tylko zaśmiał się i popatrzył na kolegę. Po chwili
oboje zaczęli się śmiać.
Siedziałyśmy z Mają takie zdezorientowane i wymieniłyśmy
spojrzenia.
Chłopaki już niemal płakali ze śmiechu, kiedy nagle Michał
stracił równowagę i przewrócił się na ziemię, nawet to nie powstrzymało go od
śmiechu. Ten ich chichot bardzo mnie bawił i także nieco się rozchmurzyłam,
jednak ich zachowanie było nieco
dziwaczne.
W końcu Majkanie wytrzymała.
- Chłopaki ! – krzyknęła. A ci aż zanosili się od śmiechu. Nie
powiem całkiem dziwna sytuacja, sama nie wiedziałam co mam zrobić.
-Ej no. Chłopaki. – powiedziałam.
Gdy po chwili nieco się uspokoili Maja spytała:
-Co was tak rozbawiło?
Chłopaki wymienili spojrzenia i popatrzyli na nas tępym
wzrokiem.
- Pokażemy im? – spytał Michał.
- Jasne Micha. – Łukasz położył ręke na jego ramieniu i
oboje utkwili swój wzrok w nas…
sobota, 15 marca 2014
1. 'wyjazd'
Lidia
Tato spakował moje walizki do bagażnika. Wsiadłam do samochodu od strony pasażera i włączyłam radio. Tato także wsiadł i od razu je wyłączył. Tego ranka miał zły humor. Ale to była taka jakby nasza pożegnalna przejażdżka a on strzelał fochy.Ja włączyłam radio znowu.
- Denerwujesz mnie. - powiedział oschle nawet na mnie nie patrząc.
- Sory. - powiedziałam - Chciałam, żeby było miło...
Tato ruszył, nic nie odpowiedział.
Może miał jakiś cichy dzień.Wywnioskowałam, że również nie będe się odzywać, bo nie chcę popsuć mu bardziej nastroju.
Jechaliśmy tak w ciszy...
Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się w jakieś wiosce, by tato mógł iść do toalety na stacji benzynowej. Zastanawiałam się czy długo jeszcze będziemy tam jechać...
Nie trwało to jednak tak długo, bo po jakiś 15 min od stacji byliśmy już na miejscu.
Internat był ogromny, zupełnie jak zamek... Tak, zdecydowanie przypominał mi zamek... Tato pomógł wnieść mi walizki i przywitał się z panią, która od progu nas przywitała.
- Witamy w internacie - uśmiechnęła się. Miała ciemne włosy upięte w kok. Nosiła gorsetkę i spódnicę. Wyglądała bardzo elegancko i ekstrawagancko. - Jestem kierowniczką internatu.
- Dzień dobry. Nazywam się Tadeusz Samko, ojciec Lidii, będzie tutaj mieszkać.
- Ty jesteś Lidia , tak? - spytała uśmiechając się...
- Tak... To ja. - również się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję, że ci się u nas spodoba. Panie Samko, teraz możemy omówić opłaty, regulamin itd. Jak odniesiecie rzeczy córki do pokoju, proszę razem z nią przyjść do mnie do gabinetu. - powiedziała i odeszła.
Tak się tylko zastanawiałam, skąd mam wiedzieć który pokój jest mój? I gdzie leży ten jej cały gabinet?
Mój tato jednak wiedział który pokój należy do mnie. Był to pokój na drugim piętrze. Ostatni w korytarzu, z numerkiem 206. Po trzech łożkach zorientowałam się, że pokój będzie należał do trzech osób. Wow, genialna ja.
Potem wedle życzenia pani jakieś tam, kierowniczki internatu, zeszłam z tatą do niej do gabinetu.
- O już jesteście... Siadajcie proszę.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie.
- Najpierw omówię płatności. Płaci się tutaj za zamieszkiwanie, wyżywienie całodniowe oraz dojazd do szkoły. Każdego miesiąca cena waha się około 400 zł.
- Rozumiem. - powiedział tato.
- Zasady, droga Lidio obowiązują nie tylko Ciebie ale i twojego tatę, dlatego jesteście tu oboje.
Popatrzyłam na nią pytająco.
- Mieszkasz tutaj za zgodą twojego ojca. On opłaca ci tutaj twój pobyt , ale ty musisz umieć sie tutaj zachować. Na terenie internatu zabrania się takich rzeczy jak palenie papierosów, picie alkoholu czy narkotyki, lub inne głupoty.Za wszelkie wykroczenia, nie będziesz odpowiadać ty, tylko twój ojciec. Są tu trzy piętra. Na każdym piętrze znajduje się dyżurka, gdzie dyżurne opiekunki sprawują dyżur i opiekę nad przydzielonym piętrem. Na drugim piętrze dyżuruje pani Iwona. A na nocnej zmianie pan Bogdan. Inne piętra chyba nie mają znaczenia, bo nie powinnaś tam przebywać... Na parterze znajduje się hall główny, spotkaliśmy sie tam dzisiaj. Jest także salon, świetlica,pralnia, pokój nauk, pokoje opiekunów,kuchnia i stołówka. W sumie mieszkają tutaj tylko panowie ze służby nocnej, bo panie opiekunki dojeżdżają do pracy. Jak wiesz, internat znajduje się w lesie za miastem. Na weekendy nie wolno wam nigdzie po za teren internatu wychodzić. W dni robocze jedynie do szkoły. Autobusem przeznaczonym tylko dla was- dzieciaków z internatu. Jakieś wątpliwości, pytania?
- Nie ma żadnych. - powiedział tato.
Nie wiedziałam, że będzie tutaj tak... sama nie wiem jak to opisać... Potem poszłam pożegnać się z tatą. Wsiadł w samochód i pojechał zostawiając mnie tu... Teraz już nie wiem czy to był taki dobry pomysł. Jak mam poznawać tutaj nowych ludzi skoro utknęłam w internacie i to na takich warunkach, że... Chociaż , wyszło na to, że mojemu tacie się te warunki bardzo podobały...
Poszłam na obiad. Z góry już miałam wszystko opłacone. Po obiedzie rozejrzałam się trochę. Byłam w salonie. Były tam dwa telewizory po dwóch osobnych stronach pokoju do tego kanapy i fotele poustawiane w trzech rzędach jakby w kinie...
W świetlicy był ping-pong, szachy, kilka stołów,radio, scena i automaty z grami. Kto by chciał marnować tutaj pieniądze na te automaty???
Stołówka była ogromna... Zauważyłam tuż przy wejściu dwie pary drzwi. Z jednej strony kotłownia z drugiej szatnia. Była ciasnawa podzielona na trzy piętra i na cztery partie pokojowe. Np mój pokój znajdował się w takiej. Piętro drugie, pokoje 204-205-206-207. Po cztery pokoje na kabinę w szatni.
Po tym jak to wszystko obejrzałam poszłam na dyżurkę. Było to malutkie pomieszczonko z okienkiem, Najwidoczniej nie wolno było nam tam wchodzić. Podeszłam do okienka.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. - moim oczom ukazała się zapewne pani Iwonka.- Ty jesteś...?
- Lidia Samko.
- Mam Cię tu na liście. Za każdym razem jak idziesz do pokoju lub z niego wychodzisz, bo np idziesz na świetlicę musisz podejśc do okienka i powiedzieć.
- Rozumiem. - powiedziałam.
- Tutaj też musisz zostawiać klucze od pokoju.
- Ok. - powiedziałam.
- Trzymaj. - powiedziała podając mi kluczyk 206.- Twoich koleżanek jeszcze nie ma?
- Koleżanek? - spytałam.
- Tych z pokoju. Majki i Izabeli.
- Właściwie to ich nie znam.
-Ahaaaa. Oj... To na pewno się poznacie - usmiechnęła się szeroko.
A ja poszłam do pokoju i zaczęłam wypakowywać rzeczy. Potem ubrałam sobie pościel i ogólnie zorbiło się jakoś przyjemnie.
Późnym południem przyjechała Maja i Iza.
- Hej jestem Maja - powiedziała podając mi dłoń.- Ale fajny ten pokój...
Wcale nie był taki fajny, no ale miałyśmy balkon.
- Oooo... Balkon.- powiedziała Iza. - Super idę zajarać, idziesz? - zwróciła się do Maji.
- Jasne.
- A ty? - spytała mnie.
-Ok. - powiedziałam, choć do tej pory nie paliłam postanowiłam iść z nimi.
Iza poczęstowała nas papierosami odpaliłyśmy i zaczęłyśmy palić.
- Wiecie, że tutaj nie wolno palić? - spytałam je.
- A gdzie wolno? - odpowiedziała Iza.
Gdy już kończyłyśmy z balkonu obok jacyś chłopacy zaczęli krzyczeć.
- Ej dziewczyny! Dajcie szlugę!
-Zamknijcie się! - odkrzyknęła Izka.
- Który numerek?- krzyknęła także Majka.
- 205. - krzyknął jeden z nich w blond włosach. Jeden z nich był brunetem drugi blondynem.
- To zaraz wpadamy! - odkrzyknęła Majka i weszłyśmy z powrotem do pokoju.
Dziewczyny rozpakowały się.
- To co idziemy do nich? - spytała jakby obojętnie Izka.
- Dawajcie - powiedziała Maja.
- Ok. -zgodziłam się.
- No to chodźmy. - Izka wstała na równe nogi. No i poszłyśmy.
Wyszłyśmy na korytarz. Obok było 205. Maja zapukała w drzwi a któryś z cłopaków krzyknął otwarte.
Weszłyśmy tam. Pokój był bardzo mały. Dwu osobowy widocznie. Bo byli tam tylko oni.
- Siema- powiedział brunet. - Jestem Łukasz.
- A ja Michał. - rzekł blondyn.
My również się przedstawiłyśmy.
Siemanko :D + PROLOG
Hej :) Mam na imię Paulina i będe pisać opowiadanie na tym blogu. Zapraszam do czytania ;D
PROLOG:
Niewysoka brunetka o niebieskich oczach zeszła w luźnej piżamce do kuchni,przeciągając się i ziewając.
- Ooo Lidia... Nie za długo spałaś? - spytał jej ojciec stojący przy blacie w szlafroku.
- W ogóle się nie wyspałaam...
- Jutro wielki dzień - powiedział - Zjesz jajecznicy?
- Tak. Wielki dzień. Dlatego, że jadę do internatu?
- Sama wybrałaś sobie taką szkołę, masz tu na miejscu, ale ty wolałaś iść tam.
- No wiem.
Nastolatka zjadła śniadanie i bez słowa poszła do siebie do pokoju. Była świadoma tego, że sama wybrała tamtą szkołę. Ona po prostu chciała czegoś nowego. Nigdy nie poznała tutaj przyjaciół na stałe. Miała nadzieję, że w nowym miejscu wszystko się zmieni.
W małej miejscowości Myszynicach w jakiej mieszkała, było mało ludzi. Wszyscy się znali i na bieżąco wszystko osobie wiedzieli. Nie mogła znaleść tu stałych przyjaciół.
Miała wiele znajomych i koleżanek ale nie mogła znaleść wyjątkowych w jej życiu osób.
Myślała że po wyjeździe odnajdzie się gdzie indziej i znajdzie osoby do których będzie mogła się przywiązać itd. Dlatego postanowiła że zacznie mieszkać w internacie w Radzyminie, 150 km od jej rodzinnego miatseczka.
Radzymin był większym miastem , posiadał kluby , hotele i miejsca spotkań a w Myszynicach nie było praktycznie nic. Była pewna, że świat stoi do niej otworem...
Spakowała swoje ubrania i drobiazgi. Miała sporo bagażu. Zdawała sobie sprawę, że będzie tęsknić za ojcem i też nie chciała zostawiać go samego. Jej matka od dawna nie żyje a ojciec wychowywał ją sam. Ale jednak coś ciągło ją do nowych ludzi, miejsc. Nie widziała dla siebie przyszłości w Myszynicach.
'Przecież będe wracać na święta i wolne' - pomyślała i spakowała resztę rzeczy...
Jutro miał być wielki dzień...
Subskrybuj:
Posty (Atom)