Minęło kilka dni. Byłam zbyt zajęta nauką. Nie gadałam ani z Michałem ani Łukaszem ani nic. Po prostu jakby trochę się odizolowałam. Dzisiaj jednak obiecałam Izie, że pójdę z nią pograć w tenisa na korty. Co innego miałam do roboty...
Po południu przebrałyśmy się ''na sportowo'' i poszłyśmy na korty.
Tego mi było trzeba poprawił mi się nastrój miałam ochotę wyjść do ludzi, tylko taki szczegół że utknęłam w internacie.
Byłam zmęczona, tego też mi było trzeba. Odegrałyśmy bardzo dobry meczyk. Oczywiście przegrałam, ale tylko kilka punktów. Zresztą wynik to tylko liczba.
Poszłam się wymyć i chwilę odpocząć, znowu myślałam o Michale, jak mogłabym się do niego zbliżyć. Jest taki niezależny , ma swoje zajęcia, swoje życie, pewnie nawet o mnie nie myśli.
Potem zeszłam z dziewczynami na kolację, Michał znowu siedział sam. Tzn bez Łukasza tylko z innymi znajomymi. Ja siedziałam z dziewczynami i gdy tak patrzyłam w stronę Michała, pomyślałam, że może Łukasz znowu się upalił. Na prawdę nie mogłam zrozumieć... jego sytuacji , może potrzebował kogoś kto podniesie go na duchu, kogoś kto pokaże mu że nie warto.
Zjadłam najszybciej i dałam znać dziewczynom, że już idę na górę. Poszłam oczywiście do pokoju Łukasza. Miałam nadzieję , że tam będzie jednak się myliłam nie był go.
Chwilę stałam tak na korytarzu i zastanawiałam się gdzie on może być. Przyznam, trochę się zmartwiłam, nie chciałam aby znowu zrobił coś głupiego. Wtedy zauważyłam Kamila który wychodził z łazienek w krótkich spodenkach i mokrych włosach.
- Nie wiesz, gdzie może być Łukasz?
-A co? Nie ma go w pokoju? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie, nie ma... Może to głupio zabrzmi ale trochę się o niego boję, nie było go na kolacji...
Chłopak jakby spoważniał, popatrzył mi prosto w oczy i powiedział:
- Pewnie znowu to zrobił.
Patrzyłam równie przejęta w jego oczy i nagle coś kazało mi zapytać o Michała.
- Dlaczego Michał go nie przypilnuje? Przecież się przyjaźnią.
- No... To trochę skomplikowane.
- Jak to?- spytałam. - Wiem, ze to nie moja sprawa, ale ... Dlaczego wtedy nie mógł się dowiedzieć w jakim stanie był Łukasz?
- Wiesz... Nie... Nie powinienem tego nikomu mówić to ich prywatna sprawa. - odpowiedział krótko i już chciał odejść.
-Nie wiesz... Gdzie mogę go znaleźć? - spytałam.
- Pewnie na strychu... Tylko... uważaj.
Kamil poszedł do siebie a ja przez chwilę jeszcze tak stałam i już sama nie wiedziałam, czy się mieszać czy nie... Ale tak bardzo szkoda było mi Łukasza, po prostu bałam się że zrobi coś głupiego. Nie chciałam tego, chciałam żeby był normalny, jak ja, jak Michał, jak dziewczyny, jak Kamil. A on ciągle gdzieś uciekał. Nie chciałam tego dla niego. Widziałam po prostu jak wszyscy z niego zrezygnowali. Wiem jakie to uczucie kiedy wszyscy maja cię w dupie... Dlatego nie chciałam aby i on się tak czuł, chciałam żeby zobaczył, że nie warto, że są jeszcze ludzie, którzy się nim interesują i o niego martwią.
Poszłam szybko na strych po drodze zatrzymał mnie jakiś napakowany facet. Pewnie maturzysta. Głupkowato się uśmiechnął,
- Czego tu szukasz, mała? - zapytał dalej szczerząc zęby. Bardzo zależało mi na czasie i myślałam już tylko o Łukaszu... A do tego powiedział do mnie mała?!
Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko na niego patrzyłam zmieszanym wzrokiem. W sumie po co miałabym przychodzić na ich piętro, to było bez sensu.
W jednej chwili podszedł inny też starszy gościu... Złapał tamtego za ramię i powiedział:
- Ona przyszła do mnie. Przestań się kręcić i doszukiwać. - powiedział.
Gdy tamten już odszedł pomyślałam, żeby podziękować.
- Dzięki, wielkie.. - powiedziałam szybko.
- Spoko, nie ma problemu, wiem jak starsi mogą zaleźć za skórę. Jestem Bartek.
- A ja Lidia. - przedstawiłam się również.
- Co tutaj tak właściwie robisz? - zapytał.
- Szukam kolegi.
- Ok w takim razie nie przeszkadzam. - uśmiechnął się. - Tylko uważaj w okolicach tego piętra.
- Spoko, dzięki raz jeszcze. - powiedziałam, poczekałam chwilę aż zniknie za zakrętem i pobiegłam po schodach na górę...
Było ciemno i cicho, ale unosiła się woń trawki i to nawet bardzo wyczuwalnie. Otworzyłam pomieszczeni w którym była mała hodowla i rozejrzałam się. kącie siedział Łukasz. Ulżyło mi. Podeszłam bliżej. Zauważył mnie patrzył mi w oczy swoimi czerwonymi upalonymi gałkami.
Usiadłam obok niego w ciszy.
Nie wiedziałam od czego zacząć nie wiedziałam co ja mogę mu powiedzieć.
-Dlaczego przyszłaś? - spytał w końcu.
Był zdecydowanie w lepszym stanie niż ostatnio.
- Przyszłam, bo... trochę się o ciebie bałam.
Znowu popatrzył mi w oczy i szeroko się uśmiechnął siedziałam koło niego tak w ciszy. Pomyślałam, że przyda mu się towarzystwo.
- Głodny jestem. - powiedział dosyć radośnie.
- Jeśli chcesz zejdę z tobą na kuchnię. Zjesz sobie coś.
Ten znowu tylko popatrzył i się uśmiechnął.
-Chciałem ci kolejny raz... podziękować.. Yyy.. Nie wiem.. co bym zrobił... Gdyby nie ty.. To było... miłe.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Jednak trochę mnie to wszystko przerażało. Nie chciłlam go pytać o jego stosunki z Michałem. Nie wiedziałam co mam robić. Przypomniało mi się jak Michał poprosił Łukasza, żeby dopilnował abym coś zjadła. Chwilę jeszcze o tym myślałam.
Łukasz nagle położył głowę na moim ramieniu.
- Chciałem ci znowu... podziękować. Za to że mnie ogarnęłaś wtedy. Dlaczego to zrobiłaś?
Przed chwilą już mi za to dziękował, ale jest upalony,czego ja się spodziewałam?
- Nie ma sprawy. Wiesz, starałam się ciebie zrozumieć. Wiem jak to jest kiedy wszyscy się na ciebie wypną.
Ten dalej nic nie powiedział tylko jakby zastanawiał się nad sensem tego co powiedziałam.
- Dlaczego to robisz? spytałam go w końcu chciałam już jakoś do niego dotrzeć.
- Robię, co? - spytał spokojnie i z uśmiechem.
- Palisz to...
- To zwykła odskocznia.
- Ale musisz codziennie? Jesteś uzależniony?
Nic nie odpowiedział. Popatrzył w dół, jakby go to zabolało, jakby to miała być prawda.
Patrzyłam na niego miałam nadzieję, że coś odpowie, on tylko milczał.
- Lukasz... Ja... Ja nie znam cię za bardzo, ale...
- Nie jestem uzależniony. - przerwał mi.
- Jesteś pewny?
- Tak. - powiedział stanowczo.
- Skoro tak mówisz, ale... Nie zaprzeczysz, że nadużywasz tej używki.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?!
- Przestań się złościć, nie przyszłam się kłócić, chcę ci jakoś pomóc. Nie chce abyś uciekał w narkotyki. Nie warto, naprawdę. Jeśli masz jakiś problem. Jestem gotowa ci pomóc. Nie powiem nic nikomu... zaufaj mi.
- Uf, Uf, Uf!! - zaczął nabijać się Łukasz.
Powiem szczerze, że na początku mnie to zdenerwowało ale potem całkiem rozbawiło. Może Łukasz chciał rozładować całą ttę napiętą sytuację, może ciężko było mu o tym ze mną rozmawiać, znamy się dopiero kilka tygodni. Gdy skończyliśmy się śmiać nastała krępująca cisza.
- Dziękuję ci. - powiedział Łukasz i przytulił mnie do siebie. - Obiecuję ci ... że wszystko ci wytłumaczę... Najpierw potrzebuję kogoś kto po prostu przy mnie będzie. Chcę czuć, że mam kogoś.
- Jasne. - powiedziałam.
Łukasz położył się na deskach.
- Potrzebuję odpocząć. Potrzebuję ciszy... Ale... Nie chcę być tu sam.
- Jasne. - powiedziałam. - Mogę zostać, ile tylko potrzebujesz. Położyłam się obok. On objął mnie i leżeliśmy tak... W ciszy... Ciesząc się swoją obecnością.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz