sobota, 15 marca 2014

1. 'wyjazd'

Lidia

Tato spakował moje walizki do bagażnika. Wsiadłam do samochodu od strony pasażera i włączyłam radio. Tato także wsiadł i od razu je wyłączył. Tego ranka miał zły humor. Ale to była taka jakby nasza pożegnalna przejażdżka a on strzelał fochy.Ja włączyłam radio znowu.
- Denerwujesz mnie. - powiedział oschle nawet na mnie nie patrząc.
- Sory. - powiedziałam - Chciałam, żeby było miło...
Tato ruszył, nic nie odpowiedział.
Może miał jakiś cichy dzień.Wywnioskowałam, że również nie będe się odzywać, bo nie chcę popsuć mu bardziej nastroju.
Jechaliśmy tak w ciszy...
Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się w jakieś wiosce, by tato mógł iść do toalety na stacji benzynowej. Zastanawiałam się czy długo jeszcze będziemy tam jechać...
Nie trwało to jednak tak długo, bo po jakiś 15 min od stacji byliśmy już na miejscu.
Internat był ogromny, zupełnie jak zamek... Tak, zdecydowanie przypominał mi zamek... Tato pomógł wnieść mi walizki i przywitał się z panią, która od progu nas przywitała.
-  Witamy w internacie - uśmiechnęła się. Miała ciemne włosy upięte w kok. Nosiła gorsetkę i spódnicę. Wyglądała bardzo elegancko i ekstrawagancko. - Jestem kierowniczką internatu.
- Dzień dobry. Nazywam się Tadeusz Samko, ojciec Lidii, będzie tutaj mieszkać. 
- Ty jesteś Lidia , tak? - spytała uśmiechając się...
- Tak... To ja. - również się uśmiechnęłam.
- Mam nadzieję, że ci się u nas spodoba. Panie Samko, teraz możemy omówić opłaty, regulamin itd. Jak odniesiecie rzeczy córki do pokoju, proszę razem z nią przyjść do mnie do gabinetu. - powiedziała i odeszła.
Tak się tylko zastanawiałam, skąd mam wiedzieć który pokój jest mój? I gdzie leży ten jej cały gabinet?
Mój tato jednak wiedział który pokój należy do mnie. Był to pokój na drugim piętrze. Ostatni w korytarzu, z numerkiem 206. Po trzech łożkach zorientowałam się, że pokój będzie należał do trzech osób. Wow, genialna ja.
Potem wedle życzenia pani jakieś tam, kierowniczki internatu, zeszłam z tatą do niej do gabinetu.
- O już jesteście... Siadajcie proszę.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie.
- Najpierw omówię płatności. Płaci się tutaj za zamieszkiwanie, wyżywienie całodniowe oraz dojazd do szkoły. Każdego miesiąca cena waha się około 400 zł.
- Rozumiem. - powiedział tato.
- Zasady, droga Lidio obowiązują nie tylko Ciebie ale i twojego tatę, dlatego jesteście tu oboje.
Popatrzyłam na nią pytająco.
- Mieszkasz tutaj za zgodą twojego ojca. On opłaca ci tutaj twój pobyt , ale ty musisz umieć sie tutaj zachować. Na terenie internatu zabrania się takich rzeczy jak palenie papierosów, picie alkoholu czy narkotyki, lub inne głupoty.Za wszelkie wykroczenia, nie będziesz odpowiadać ty, tylko twój ojciec. Są tu trzy piętra. Na każdym piętrze znajduje się dyżurka, gdzie dyżurne opiekunki sprawują dyżur i opiekę nad przydzielonym piętrem. Na drugim piętrze dyżuruje pani Iwona. A na nocnej zmianie pan Bogdan. Inne piętra chyba nie mają znaczenia, bo nie powinnaś tam przebywać... Na parterze znajduje się hall główny, spotkaliśmy sie tam dzisiaj. Jest także salon, świetlica,pralnia, pokój nauk, pokoje opiekunów,kuchnia i stołówka. W sumie mieszkają tutaj tylko panowie ze służby nocnej, bo panie opiekunki dojeżdżają do pracy. Jak wiesz, internat znajduje się w lesie za miastem. Na weekendy nie wolno wam nigdzie po za teren internatu wychodzić. W dni robocze jedynie do szkoły. Autobusem przeznaczonym tylko dla was- dzieciaków z internatu. Jakieś wątpliwości, pytania?
- Nie ma żadnych. - powiedział tato.
Nie wiedziałam, że będzie tutaj tak... sama nie wiem jak to opisać... Potem poszłam pożegnać się z tatą. Wsiadł w samochód i pojechał zostawiając mnie tu... Teraz już nie wiem czy to był taki dobry pomysł. Jak mam poznawać tutaj nowych ludzi skoro utknęłam w internacie i to na takich warunkach, że... Chociaż , wyszło na to, że mojemu tacie się te warunki bardzo podobały...
Poszłam na obiad. Z góry już miałam wszystko opłacone. Po obiedzie rozejrzałam się trochę. Byłam w salonie. Były tam dwa telewizory po dwóch osobnych stronach pokoju do tego kanapy i fotele poustawiane w trzech rzędach jakby w kinie...
W świetlicy był ping-pong, szachy, kilka stołów,radio, scena i automaty z grami. Kto by chciał marnować tutaj pieniądze na te automaty???
Stołówka była ogromna... Zauważyłam tuż przy wejściu dwie pary drzwi. Z jednej strony kotłownia z drugiej szatnia. Była ciasnawa podzielona na trzy piętra i na cztery partie pokojowe. Np mój pokój znajdował się w takiej. Piętro drugie, pokoje 204-205-206-207. Po cztery pokoje na kabinę w szatni. 
Po tym jak to wszystko obejrzałam poszłam na dyżurkę. Było to malutkie pomieszczonko z okienkiem, Najwidoczniej nie wolno było nam tam wchodzić. Podeszłam do okienka.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. - moim oczom ukazała się zapewne pani Iwonka.- Ty jesteś...?
- Lidia Samko.
- Mam Cię tu na liście. Za każdym razem jak idziesz do pokoju lub z niego wychodzisz, bo np idziesz na świetlicę musisz podejśc do okienka i powiedzieć.
- Rozumiem. - powiedziałam.
- Tutaj też musisz zostawiać klucze od pokoju.
- Ok. - powiedziałam.
- Trzymaj. - powiedziała podając mi kluczyk 206.- Twoich koleżanek jeszcze nie ma?
- Koleżanek? - spytałam.
- Tych z pokoju. Majki i Izabeli. 
- Właściwie to ich nie znam. 
-Ahaaaa. Oj... To na pewno się poznacie - usmiechnęła się szeroko.
A ja poszłam do pokoju i zaczęłam wypakowywać rzeczy. Potem ubrałam sobie pościel i ogólnie zorbiło się jakoś przyjemnie.
Późnym południem przyjechała Maja i Iza.
- Hej jestem Maja - powiedziała podając mi dłoń.- Ale fajny ten pokój...
Wcale nie był taki fajny, no ale miałyśmy balkon.
- Oooo... Balkon.- powiedziała Iza. - Super idę zajarać, idziesz? - zwróciła się do Maji.
- Jasne.
- A ty? - spytała mnie.
-Ok. - powiedziałam, choć do tej pory nie paliłam postanowiłam iść z nimi.
Iza poczęstowała nas papierosami odpaliłyśmy i zaczęłyśmy palić.
- Wiecie, że tutaj nie wolno palić? - spytałam je.
- A gdzie wolno? - odpowiedziała Iza.
Gdy już kończyłyśmy z balkonu obok jacyś chłopacy zaczęli krzyczeć.
- Ej dziewczyny! Dajcie szlugę!
-Zamknijcie się! - odkrzyknęła Izka.
- Który numerek?- krzyknęła także Majka.
- 205. - krzyknął jeden z nich w blond włosach. Jeden z nich był brunetem drugi blondynem.
- To zaraz wpadamy! - odkrzyknęła Majka i weszłyśmy z powrotem do pokoju.
Dziewczyny rozpakowały się.
- To co idziemy do nich? - spytała jakby obojętnie Izka.
- Dawajcie - powiedziała Maja.
- Ok. -zgodziłam się.
- No to chodźmy. - Izka wstała na równe nogi. No i poszłyśmy.
Wyszłyśmy na korytarz. Obok było 205. Maja zapukała w drzwi a któryś z cłopaków krzyknął otwarte. 
Weszłyśmy tam. Pokój był bardzo mały. Dwu osobowy widocznie. Bo byli tam tylko oni. 
- Siema- powiedział brunet. - Jestem Łukasz.
- A ja Michał. - rzekł blondyn.
My również się przedstawiłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz